Start w 40. Maraton Warszawski i nowa życiówka

Finisz podczas 40. PZU Maraton Warszawski

40. Maraton Warszawski już za nami, ale moje emocje jeszcze nie opadły. Zresztą, nie ma się co dziwić, bo był to prawdopodobnie najlepszy bieg w tym sezonie. Po półrocznych przygotowaniach poprawiłem swoją życiówkę na królewskim dystansie prawie o 15 minut! Umęczony byłem strasznie, ale było to zmęczenie, które kojarzyć mi się będzie z sukcesem, satysfakcją i nieograniczonymi wręcz możliwościami.

Osoby śledzące moje biegowe przygody wiedzą, że w Maratonie Warszawskim biegłem już drugi raz. Poprzednio biegłem jeszcze na starej trasie. Był to 38. PZU Maraton Warszawski. Napisałem wtedy “Warszawa zdobyta …”, ale teraz uważam ten bieg za niezbyt udany. Wtedy był to mój drugi bieg na królewskim dystansie. Czas niby tylko 2 minuty gorszy od tego osiągniętego podczas debiutu, ale jedyne co dzisiaj z niego pamiętam to to, że wtedy właśnie pierwszy raz trasa mnie pokonała … i w trakcie biegu kilkakrotnie musiałem przejść do marszu. Ale to było 2 lata temu.

W tym roku zdecydowałem się na tylko start w 2 maratonach. Pierwszy na wiosnę – 4. Gdańsk Maraton, a drugi na jesień – opisywany tu Maraton Warszawski. Co ciekawe, w 2016 roku miałem identyczną listę maratonów. Przypadek? Na szczęście tym razem wróciłem z Warszawy z tarczą, a dokładniej mówiąc, z nową życiówką.

Przygotowania do Maratonu Warszawskiego

Do tego startu przygotowywałem się ok. pół roku. W międzyczasie, w ramach przygotowań, zdobyłem Koronę Półmaratonów Polskich. Starty na połowę krótszym dystansie pomagały mi w pracy nad szybkością i wytrzymałością tempową, a czasy w nich osiągane podbudowywały moją psychikę.

Podczas przygotowań korzystam z opieki trenerskiej na platformie i-Sport.pl. Rozpoczęcie tej współpracy było chyba najlepszą decyzją jaką mogłem podjąć. Zobaczcie na tabelę Biegi 2018. W tym roku miałem zaplanowane jedynie 9 ważnych startów. 6 z nich zakończyło się poprawą rekordu życiowego. Na dodatek statystyki te mogą się poprawić, bo jeszcze jeden start przede mną, a podbudowany warszawskim wynikiem będę chciał jeszcze powalczyć o małą poprawę w półmaratonie.

Ostatnie długie wybieganie zrobiłem 2 tygodnie przed startem w maratonie. Był to 30-to km sprawdzian. Zrobiłem wszystko tak samo, jak planowałem zrobić w dniu maratonu. Ubrałem się identycznie. Zabrałem ze sobą napoje i żele. Zjadłem “startowe” śniadanie na 3 godziny przed biegiem i o godz. 9 byłem już na trasie. Przebiegnięcie tego dystansu zajęło mi 2 godz. i 30 minut … i nie byłem jakoś specjalnie mocno zmęczony. To dobrze prognozowało na przyszłość, a jeszcze lepiej zrobiło mojej głowie.

Dzień przed startem

Z Gdańska do Warszawy, po torach kolejowych, jest lekko ponad 300 km. Wyjechałem już w sobotę o godzinie 11, a po 3 godzinach byłem już w Warszawie. Prosto z dworca poszedłem odebrać pakiet startowy. W 2016 roku biuro zawodów zorganizowane było Torze wyścigów konnych na Służewcu. Namęczyłem się zanim tam trafiłem. Na szczęście w tym roku biuro było już znacznie bliżej, bo w Pałacu Kultury – kilka kroków od dworca.

Na miejscu wszystko było bardzo dobrze zorganizowane. Odbiór pakietu zajął mi dosłownie kilka minut. O godzinie 15 byłem już w swoim pokoju. Nocleg wykupiłem specjalnie na ul. Konwiktorskiej, czyli bardzo blisko miasteczka biegowego, linii startu i mety. Dotarcie na miejsce zajmowało dosłownie 5 minut. Sprawdziłem to podczas wieczornego spaceru.

Ok. godz. 16 byłem już po obiedzie. 3 godziny siedzenia na tyłku w pociągu wbrew pozorom jest bardzo męczące. Nogi puchną, a stawy sztywnieją. Dlatego przed kolacją wybrałem się jeszcze na delikatny rozruch. Miałem pobiec ok. 3 km w spokojnym tempie i zakończyć to kilkoma szybszymi setkami. W rzeczywistości wyszło trochę więcej i trochę szybciej, ale samopoczucie było bardzo dobre.

Po tym krótkim treningu zjadłem jeszcze miskę makaronu na kolację. Podczas posiłku poznałem pozostałych współlokatorów. Okazało się, że w mieszkaniu są sami maratończycy, a na dodatek jedno małżeństwo również trenuje pod okiem trenera z i-Sport. Jaki ten świat mały. Zjedliśmy, porozmawialiśmy i trzeba było powoli zbierać się do pokoju. o 21 miałem już wszystko przygotowane i mogłem pójść spać.

Niestety noc przed ważnym startem wygląda u mnie zawsze tak samo. Stres przedstartowy daje o sobie znać. Śni mi się, że nie zdążam na start, przez co rano budzę się średnio wypoczęty. Tak było i tym razem.

Plan na Maraton Warszawski

Zawsze mam problem z ustaleniem dobrego tempa biegu. Na szczęście teraz mogłem liczyć na pomoc trenera. Cel na ten bieg ustaliliśmy na podstawie 2 wskaźników. Pierwszym z nich była opisana kilka akapitów wcześniej 30-to km próba. Drugim wyznacznikiem był wynik osiągnięty podczas 28. Międzynarodowy Półmaraton Philips w Pile.

Jednym ze sposobów wyznaczenia prawdopodobnego wyniku w maratonie jest podwojenie czasu z półmaratonu i dodanie do niego 10 minut. Wynik z Piły (1 godz. 39 min.) oznaczał, że mogę powalczyć o 3 godz. 30 min. Wtedy to był dla mnie kosmos. Mimo dobrych rezultatów w ostatnich startach, nie mogłem uwierzyć, że jestem w stanie walczyć o taki czas na tak długim dystansie.

Ostatecznie ustaliliśmy, że bezpieczniej poczuję się jak pobiegnę z grupą na 3:35 i ewentualnie spróbuję uciekać pod koniec trasy. Kiedy będę uciekać miałem ustalić już w trakcie biegu, w zależności od swojego samopoczucia i zapasu sił – jednak nie szybciej niż 30 km. Oznaczało to, że 30, 35 … może 38 km muszę przebiec w tempie ok. 5’05/km (co ciekawe takie właśnie osiągnąłem podczas próby), a później jeszcze przyspieszać. Proste, nie?

Odliczanie do maratonu

Pobudka o godz. 6. Od jakiegoś czasu przyjąłem, że śniadanie w dniu zawodów zjadam 3 godziny przed startem. I standardowo takie śniadanie to bułka z dżemem plus banan. Wszystko po to żeby posiłek zdążył się przetrawić. Poza jedzeniem oczywiście uzupełnianie płynów.

Na godz. 8:15 byliśmy umówieni z trenerem na rozgrzewkę (i w moim przypadku również pierwsze spotkanie oko w oko). Właśnie na miejscu okazało się, że oprócz mnie w tej grupce biegaczy są też Grzegorz i Marzena, czyli moi współlokatorzy.

Po rozgrzewce cała grupa skierowała się w stronę startu. Ja musiałem jeszcze oddać rzeczy do depozytu, tak więc musiałem się odłączyć. No i … wcale nie dużo brakowało, aby spełnił się mój nocny koszmar. Dojście do mojej strefy startowej wymagało przedzierania się przez tłumy biegaczy. Jak bym miał za mało stresu. Ostatecznie przy fladze z oznaczeniem 3:35 znalazłem się dosłownie na kilka minut przed startem.

Realizacja planu na maraton

Zgodnie z ustaleniami przyczepiłem się do grupy biegnącej na wynik 3 godz. 35 min. Miało to kilka plusów. Po pierwsze wsłuchując się w rozmowy biegaczy prowadzących grupę, moja głowa zupełnie nie myślała o tym co jeszcze przede mną. Po drugie, w razie mocniejszych podmuchów wiatru zawsze można było się schować wewnątrz grupy. Po trzecie nie musiałem pilnować tempa biegu – od tego był prowadzący grupę doświadczony biegacz.

Początek biegu był bardzo dobry. Biegło się lekko. Było wesoło. Co chwilę ktoś z biegaczy rzucał tekstem, do którego dołączali się pozostali i tak powstawały całkiem śmieszne historie.

Grupa 3:35 chwilę po starcie maratonu
Grupa 3:35 chwilę po starcie maratonu

Niestety w okolicach 15-go km nasz prowadzący poczuł dyskomfort. Poprawił but, ale po kilkudziesięciu metrach okazało się, że to nie była jego wina. Doznał lekkiej kontuzji. Widać było, że próbuje biec dalej, ale ostatecznie stwierdził, że może tym tylko nam zaszkodzić. Przeprosił i zszedł z trasy. Później kibicował nam w okolicach 21-go km.

W tym momencie zdecydowałem, że bieg będę kontynuował już sam. To wiązało się już z większym stresem. Po pierwsze musiałem częściej zerkać na zegarek, a to wiązało się z tym, że mógł nadejść moment, w którym zacznę odliczać ile jeszcze zostało mi do końca … a to w moim przypadku zawsze kończyło się tragedią. Na szczęście było zupełnie inaczej. Nie przesadzałem z tempem, ale z kilometra na kilometr robiłem coraz większy zapas w czasie.

W trakcie biegu realizowałem grzecznie założenia żywieniowe. Pierwszy żel w okolicach 55 minuty biegu. Każdy kolejny mniej więcej co 35 minut. Ten schemat sprawdził się już podczas poprzednich startów. Oczywiście nie omijałem punktów z wodą (choć mogłem sobie na to pozwolić, bo w pasie miałem 2 napełnione softflaski).

Na ulicy Belwederskiej poczułem co to znaczy prawdziwy podbieg. Ci, którzy narzekają na ulicę Świętojańską w Gdyni koniecznie powinni spróbować tego podbiegu. Podbieg niby krótki, za to prawie pionowa ściana. Pośladki rzeczywiście miały prawo płonąć.

Zmęczenie zacząłem odczuwać w okolicach 30-go km. Łydki stawały się coraz twardsze, a uda piekły coraz mocniej. Na szczęście głowa się nie poddała. Jakoś dawałem radę biec “od żelu do żelu”, a na dodatek od ok. 33-go km zacząłem przyspieszać.

Zszedłem z tempem grubo poniżej 5 min/km. Wiedziałem, że jak dobiegnę do 39-go km do dam radę już wszystko. I tak było. Na moście Świętokrzyskim zaczął się ostatni etap biegu. Wtedy dawałem z siebie już naprawdę wszystko. Nie widziałem kibiców stojących obok. Nie słyszałem ich okrzyków. Wiedziałem, że jak dobrze przycisnę to za kilkanaście minut będzie już po wszystkim.

Prawdą jest to co się mówi o ostatnich kilometrach maratonu, że biegnie się je już tylko sercem. Tak było też w moim przypadku. Nie było już kontrolowania czasu. Na szczęście nie patrzyłem też na tętno, bo pewnie bym się wystraszył. Najszybszym km podczas całego maratonu był ten ostatni, 42-gi, który przebiegłem w ok. 4 min. 30 sek.

Dobiegłem do mety. Wiedziałem, że jest dobrze. Potrzebowałem dobrych kilku minut, aby dojść do siebie i przestać wydawać dziwne chrypiące dźwięki. Spojrzałem na zegarek … 42,62 km w czasie 3:30:11. Chwilę później przyszedł SMS z oficjalnym pomiarem … 3:30:05. Szok!

40. PZU Maraton Warszawski, Marathon Finisher
40. PZU Maraton Warszawski, Marathon Finisher

Skoro dotarłeś do tego momentu, to pewnie jesteś ciekaw(a) czy nie żałuję tych 6 sekund. Nie żałuję. Może trochę, na początku, jak zobaczyłem wynik na wyświetlaczu telefonu. Ale chwilę później zrozumiałem, że i tak dokonałem rzeczy dla mnie wielkiej, mało co realnej … a jednak się udało. To z tego jestem mega zadowolony. A te kilka sekund na pewno jeszcze nadrobię w przyszłości.

 

Szczegółowy zapis biegu znajdziecie pod linkiem: http://www.movescount.com/pl/moves/move245825050.

Ciekawa galeria zdjęć z maratonu: https://runpage.com/rp/8831.