6. PKO Białystok Półmaraton – relacja

Meta 6. PKO Białystok Maraton

6. PKO Białystok Półmaraton to kolejny diament do Korony Półmaratonów. Już od samego początku nie miało tam być ścigania. Ostatnio, podczas gdańskiego maratonu, zawiodła mnie głowa. Tym razem miałem tą głowę poćwiczyć. Do biegu podszedłem bez większego ciśnienia. Nie uda się to trudno. To tylko trening. Byłem nastawiony na walkę, ale tak jak na każdym mocniejszym treningu. Czas uzyskany na mecie był sprawą drugorzędną. I muszę powiedzieć, że dla mnie takie podejście jest najlepsze. Zniknął wtedy ten cały stres przedstartowy, a w dalszym ciągu byłem zmobilizowany.

Plan na 6. PKO Białystok Półmaraton

Na maratonie, podczas ostatnich kilometrów, zawiodła mnie głowa. Żeby zasymulować podobne warunki musiałem podczas pierwszej części biegu trochę się zmęczyć, a później wycisnąć z siebie jeszcze trochę sił i przyspieszyć na końcówce. Z trenerem ustaliłem, że pierwsze 8 km pobiegnę w szybszej strefie I zakresu tętna. Kolejne 10 km to będzie bieg w II zakresie. No i ostatnia część, ponad 3 km finisz to bieg w tempie ok. 4’35/km (jak dla mnie to już dosyć mocno).

Przed startem półmaratonu

Od rana wiadomo było, że tego dnia karty będzie rozdawać pogoda. Nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się, że w momencie startu było już spokojnie ok. 25 stopni. Do tego praktycznie bezchmurne niebo. To oznaczało jedno – będzie ciężko. Idealne warunki na trening głowy.

Trasa białostockiego półmaratonu

Trasa 6. PKO Białystok Półmaraton (materiały organizatorahttp://bialystokpolmaraton.pl)
Trasa 6. PKO Białystok Półmaraton (materiały organizatora http://bialystokpolmaraton.pl)

Organizator pisze

Start spod Pałacu Branickich, bardzo długie proste, po raz pierwszy w historii pobiegniemy Aleją Piłsudskiego. Odetchniemy pełną piersią w Zwierzyńcu, po czym z górki zbiegniemy ul. Świętojańską… Meta na Waszym ulubionym Rynku Kościuszki.

Proste, nie?

Niestety aż takie proste nie było. Już po biegu, podczas rozmów przy wspólnym posiłku, jeden z miejscowych biegaczy powiedział nawet, że podczas tego półmaratonu mogliśmy poznać wszystkie podbiegi w Białymstoku. Jak dołoży się do tego warunki pogodowe, to wynik mógł być jeden – lekko nie było.

Gorąco! Dajcie wody!

Na szczęście organizator stanął na wysokości zadania i zapewnił wystarczający dostęp do wody na trasie. Zorganizowane były nawet mobilne punkty nawadniania – na trasie poruszali się rowerzyści, często z doczepionymi przyczepkami, którzy w razie potrzeby podawali biegaczom napoje. Oprócz mobilnych, na trasie rozstawione były też standardowe punkty nawadniania. Chyba na każdym z nich stał też wolontariusz polewający chętnych wodą z węża. Na trasie biegu rozstawione były też kurtyny wodne. Według mnie wody było pod dostatkiem. Ani razu nie czułem, że tej wody mi brakuje (ja korzystałem tylko z wody, ale organizator zapewnił też napoje izotoniczne, czekoladę, banany i tabletki Dextro).

Wody było dużo. Jedyne do czego mógłbym się trochę przyczepić to to, że wszystkie punkty nawadniania były ustawione po lewej stronie trasy (oprócz pierwszego, na którym wolontariusze stali po obu stronach). Dlaczego się czepiam? Większość ludzi jest praworęczna i chwytanie kubka z wodą lewą ręką i to podczas biegu mogło być kłopotliwe. Z prawej strony byłoby zdecydowanie lepiej.

Jak przebiegłem ten półmaraton

Spokojny początek

Pierwsze 8 km biegłem razem z moim sąsiadem, a jednocześnie partnerem treningowym. Średnie tempo tego odcinka to 5’15/km. To pozwalało mi utrzymać tętno na średnim poziome 150 uderzeń. Oczywiście w zależności od ułożenia terenu i tempa chwilowego skakało ono od 122 do 157 uderzeń. Pierwsze założenie treningowe zostało zrealizowane, gdyż mój wyznaczony na początku roku I zakres kończy się w okolicach 149 uderzeń serca w ciągu minuty.

Mocniejszy środek

Kolejna część biegu to zgodnie z założeniami bieg w II zakresie tętna (dla mnie od 150 do 159 uderzeń). Na tym odcinku uzyskałem średnie tempo 5’06/km przy średnim tętnie 159 uderzeń (152-166), czyli idealnie końcówka II zakresu. W tej części biegu udało mi się złapać odpowiedni rytm i biegło mi się zdecydowanie lepiej. Kolejna część treningu do odhaczenia.

Bardzo mocny finisz

Ostatnie 3 km z kawałkiem to już bardzo mocny bieg. Dobre ćwiczenie dla psychiki. Mimo zmęczenia i coraz większego zakwaszenia organizmu musiałem wykrzesać jeszcze trochę sił na mocny finisz. Zgodnie z planem miałem przyspieszyć do ok 4’35/km … a przede mną był prawie 2 km podbieg. Mimo tego kolejne kilometry tego odcinka udało się przebiec z czasami: 4’40, 4’38 i 4’24. Ostatnie metry pokonałem nawet w tempie 3’51/km. Wtedy dawałem z siebie już wszystko. Pamiętam, że dobiły mnie 4 mijane dmuchane bramy. Za każdym razem myślałem, że ta najbliższa to już meta. Niestety taki napis był dopiero na czwartej (widziałem biegacza, który zatrzymał się już za pierwszą). Średnie tętno z tego odcinka to 171 uderzeń (od 161 do 182 na finiszu).

Wynik

Ostatecznie uzyskałem czas 1:47’44 (oficjalny). Jest to mój trzeci w kolejności wynik na dystansie półmaratonu, ale tak jak pisałem wcześniej, czas był sprawą drugorzędną. Najważniejsze, że zrealizowałem wszystkie założenia treningowe i mimo ciężkich warunków pogodowych i terenowych udało mi się utrzymać zakładane tempo i przyspieszyć w końcowej części wyścigu.

Zapis GPS z 6. PKO Białystok Półmaraton »

Jak oceniam 6. PKO Białystok Półmaraton

Organizator zasługuje na wysoką ocenę. Praktycznie wszystko na plus. Bardzo dobre zabezpieczenie medyczne. Punkty nawadniania/odżywiania ustawione w odpowiednich odstępach. Na żadnym z nich nie zabrakło wody (przynajmniej w tym czasie ja przez nie przebiegałem). Na mecie nie było większych problemów. Oczywiście trzeba było swoje odstać w kolejce po posiłek regeneracyjny, ale tutaj winę zwaliłbym bardziej na biegaczy, którym nie chciało się stać w tej kolejce i wpychali się w nią na samym początku. To już nie zależy od organizatora, tylko od ludzi. No akurat na takich trafiło. Za to rosół i babka ziemniaczana z ogórkiem kiszonym … miodzio! Poza posiłkiem na mecie dostępne były pakiety regeneracyjne oraz strefa schłodzenia, w której chętni mogli zamoczyć nogi w lodowatej wodzie.

Trasa ładna. Mimo, że ani przed, ani po biegu nie miałem czasu na zwiedzanie Białegostoku, to podczas biegu zobaczyłem kilka ciekawych miejsc. Niewykluczone, że kiedyś pojadę tam nie tylko w po to żeby jeszcze raz przebiec półmaraton. Miasto spokojne. Nie spotkałem nikogo komu przeszkadzały zamknięte na kilka godzin ulice. Kibice uśmiechnięci. Dynamiczna muzyka w strefach kibicowania.

Według mnie PKO Białystok Półmaraton to jedna z lepszych imprez tego typu.