Top Menu
Nowa życiówka podczas 18. Poznań Maraton

Udział w 18. PKO Poznań Maraton był moim 4-tym startem na królewskim dystansie w tym roku. Jednocześnie tym biegiem kończyłem swoje zmagania o Koronę Maratonów Polskich (ale o tym napiszę kiedy indziej). Był to też mój ostatni bieg maratoński … w tym roku. W związku z tymi wszystkimi okolicznościami chciałem aby ten bieg był specjalny. Nie chciałem go przebiec tylko “na zaliczenie”, bezpiecznie, z koroną na głowie. Chciałem trochę powalczyć, zmęczyć się, a może i ustanowić nową życiówkę na tym dystansie.

Pomiędzy maratonami

Wcześniejszy maraton przebiegłem zaledwie 5 tygodni temu. Wiem, że są i tacy, którzy mogą biegać maraton co weekend, ale dla mnie to niezbyt długa przerwa. Mało czasu na porządną regenerację i trochę treningu. Podobno organizm amatora do pełnej regeneracji i doprowadzenia się do stanu sprzed potrzebuje nawet 4 tygodni.

U mnie regeneracja wyglądała trochę inaczej. Przez pierwszy tydzień po maratonie we Wrocławiu nie robiłem praktycznie nic … bo po prostu nie mogłem. W następnym wykonałem zaledwie 2 spokojne treningi, podczas których łącznie przebiegłem ok. 24 km. W trzecim tygodniu po maratonie pozwoliłem sobie już pobiegać mocniej. Wykonałem łącznie 3 treningi, w tym 1 z szybkimi kilometrówkami. Praktycznie pozostał mi tylko jeden tydzień, w którym mogłem mocniej pobiegać i już trzeba było luzować, odpoczywać (po czym?) i szykować się do nowego startu.

Teraz, patrząc na czas potrzebny do odpowiedniego przygotowania się, uważam, że 2 poważne starty w roku to jest dla mnie maks. Można pobiec więcej, ale raczej tylko treningowo.

Dzień przed startem w 18. Poznań Maraton

Do Poznania przyjechałem w sobotę, dzień przed startem. Na miejscu byłem już ok. 11. Prosto z dworca poszedłem do biura zawodów, które mieściło się na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Przeszedłem przez ścieżkę zdrowia na expo i dotarłem do punktu wydawania numerów i pakietów startowych. Mimo, że na expo było sporo ludzi, z odebraniem pakietu nie było najmniejszego problemu. 5 minut i po sprawie. Mogłem udać się do miejsca, w którym miałem wykupiony nocleg. Załatwiłem sprawy meldunkowe, rozpakowałem się i poszedłem na miasto coś zjeść. Coś … oczywiście makaron.

Po obiedzie wróciłem na Targi, gdzie spotkałem kilku znajomych, m.in. Michała @runnerfromreda i Piotra, z którym razem walczyliśmy o Koronę.

Prelekcje dla biegaczy

Po godzinie 14 poszliśmy na prelekcje dla biegaczy. Niestety spóźniliśmy się trochę na pierwszy wykład prowadzony przez Jerzego Skarżyńskiego. Trochę żałuję gdyż opowiadał o prawidłowej rozgrzewce, a przyznam się bez bicia, że chyba jeszcze nigdy nie zrobiłem jej prawidłowo.

Kolejne wykłady były również ciekawe. Najpierw aktor, satyryk i biegacz Jacek Fedorowicz prowadził wykład o temacie “Porady weterana”. Kolejne dwa prowadzone były przez lekarzy z LuxMed-u i traktowały o urazach wśród biegaczy oraz sercu maratończyka z punktu widzenia kardiologa. Niektórych informacji można było się naprawdę wystraszyć. Niestety jedna z nich spełniła się następnego dnia – w trakcie biegu upadł i mimo przeprowadzonej reanimacji zmarł jeden z jego uczestników. I tu moja rada: Badajcie się! Często jest tak, że możecie nawet nie wiedzieć o wadzie serca, ponieważ podczas codziennego życia nie daje o sobie znać. Ale podczas uprawiania sportów ekstremalnych, do których zaliczany jest maraton, może się okazać, że wada jest na tyle poważna, że może niestety nawet zagrażać życiu.

Po wykładach lekarskich przyszedł czas na te prowadzone przez dietetyk Katarzynę Biłous, którą znam z obozu biegowego w Szklarskiej Porębie. Tematami tych wykładów były: suplementacja w sportach wytrzymałościowych i trening żywieniowy.

Po tych wykładach udaliśmy się na pasta party. Niestety z braku czasu musieliśmy ominąć dwa ostatnie wykłady, w tym ten prowadzony przez Piotra Suchenię o tym jak przebiec najzimniejszy maraton świata.

Po pasta party zrobiliśmy jeszcze zakupy na kolację i śniadania i każdy udał się na odpoczynek w swoim pokoju.

Przed startem 18. Poznań Maraton

W dniu startu wstałem już o godzinie 6 rano. Niestety mimo, że spałem ok. 8-9 godzin nie byłem mocno wypoczęty. Mam wrażenie, że całą noc śniło mi się, że spóźniłem się na start. Jak pewnie już wiecie (a jak nie to dowiecie się kilka linijek dalej) niepotrzebnie się martwiłem. Zjadłem śniadanie składające się z 2 bułek pszennych z dżemem truskawkowym. Wszystko przygotowałem sobie już poprzedniego wieczoru. Mogłem jeszcze chwilę poleżeć w łóżku. Około 7:30 wyszedłem z pokoju.

Na miejsce startu poszedłem na piechotę. Miałem ok. 1,5 km drogi. Taka mała rozgrzewka przed rozgrzewką. Po oddaniu rzeczy do depozytu rozpocząłem już tą prawdziwą rozgrzewkę. Na zewnątrz było dosyć ciepło, ale i tak założyłem na siebie worek foliowy, aby nie tracić ciepłoty wypracowanej podczas rozgrzewki.

Zgodnie z zaleceniami Jacka Skarżyńskiego potruchtałem ok. 15 minut. Później zrobiłem rozgrzewkę poszczególnych stawów i zakończyłem wszystko dynamicznym rozciąganiem. Teoretycznie powinienem jeszcze zrobić kilka krótkich przebieżek, ale zrobił się już taki tłok, że z tego punktu musiałem zrezygnować.

Prawie wszyscy gotowi do startu

Kiedy większość biegaczy ustawiła się już w swoich strefach startowym aktorzy poznańskiego teatru przebrani za postacie z bajki Madagaskar przeprowadzili jeszcze taneczną rozgrzewkę. Niestety z powodu braku miejsca większość pokazywanych ćwiczeń była niewykonalna. No ale przecież i tak każdy rozgrzał się we własnym zakresie. Kilka minut przed planowym startem ściągnąłem z siebie worek i rzuciłem go gdzieś za barierki. Wszyscy szykowali się do startu. Niestety chwilę później okazało się, że start lekko się opóźni. Przed biegaczami mieli wystartować zawodnicy na wózkach. Jednak okazało się, że są jeszcze jakieś problemu z zabezpieczeniem trasy.

Organizator na wszystkie sposoby próbował zająć czymś biegaczy. “Wyginam śmiało ciało” przeplatało się z innymi piosenkami mającymi podtrzymać na duchu zniecierpliwionych coraz bardziej biegaczy. Na scenę wyszedł również Jacek MEZO Mejer i zaśpiewał według mnie całkiem dobrą w tym momencie “życiówkę”. Powoli zaczynało robić się nerwowo. Pojawiały się komentarze i gwizdy. W końcu po ponad 40 minutach wystartowali zawodnicy na wózkach i chwilę po nich biegacze. Powodem opóźnienia startu były podobno braki w zabezpieczeniu trasy.

Start 18. PKO Poznań Maraton
Start 18. PKO Poznań Maraton. Fot. Adam Ciereszko.

Mój bieg w 18. Poznań Maraton

Mój dotychczasowy rekord na dystansie maratonu to czas 3:50:58, co przekładało się na tempo w okolicach 5:27 min/km. Chcąc go pobić musiałbym pobiec przynajmniej tempem 5:25 min/km lub szybciej. Kto obserwuje mnie na Instagramie @biegamsobiepl ten wie, że do końca zastanawiałem się jak pobiec ten maraton. Przygotowałem sobie dwie opaski z międzyczasami według tempa 5:25 i 5:20 min/km. Oba tempa pozwoliłyby pobić rekord życiowy, ale to szybsze gwarantowało czas w okolicach 3 godzin i 44 minut co było by dla mnie w tej chwili szczytem marzeń. Uważałem, że jest to możliwe. Może nawet jeżeli nie 5:20 to bardzo blisko takiego tempa powinno udać mi się pobiec. Postanowiłem, że tak pobiegnę … w okolicach 5:20 – 5:22.

Udany początek, ale …

I tak też biegłem. Były kilometry słabsze pod 5:30, ale były też lepsze w okolicach 5:05. Zegarek wskazywał, że średnie tempo aktywności wynosi 5:20 min/km. Powoli zaczynałem się cieszyć i przeliczać. Niestety po 15 km zachciało mi się mocno pić. Nie mogłem się doczekać kolejnego punktu z wodą. W pewnym momencie chciałem nawet poprosić jednego z kibiców aby dał mi łyka wody ze swojej butelki. Nie wiem dlaczego tak się stało. Teoretycznie nawodniłem się bardzo dobrze przed startem. Ale jednak było coś nie tak. No i wtedy zaczęła mi trochę słabnąć głowa. Na szczęście jakoś wytrzymałem i dobiegłem do flagi z oznaczeniem 20 km, a chwilę wcześniej do punktu odżywczego. Napiłem się porządnie i ruszyłem dalej. Niemniej jednak na każdym następnym punkcie musiałem już dużo zwolnić, napić się i zamoczyć czapkę. Robiło się ciepło.

W okolicach poznańskiej Malty, czyli mniej więcej 26 km, zauważyłem Michała idącego poboczem. Podbiegłem do niego, klepnąłem w ramię i zachęciłem do wspólnego biegu. Krzyknął mi tylko, że niestety ma problemy z kolanem i wszystko wskazywało na to, że nie da rady kontynuować biegu tak jak by chciał. Pobiegłem dalej, ale nie powiem, że nie zrobiło to na mnie wrażenia. Michał to mocny chłopak, który nie poddaje się z byle powodu.

Byłem zmęczony. Energię uzupełniałem z żeli energetycznych ALE. Tym razem również wybrałem sprawdzony smak zielonego jabłka. W razie awaryjnej sytuacji miałem też żel o smaku Cola z kofeiną, ale po tym co usłyszałem dzień wcześniej na wykładach na temat kofeiny zażywanej w trakcie dużego wysiłku po prostu bałem się go zjeść.

Słaba końcówka maratonu

Mimo naprawdę dużego zmęczenia jakoś dawałem radę biec. Niestety kilka przerw na picie w punktach odżywczych spowodowało spadem ogólnego tempa biegu. Powoli zaczynałem zbliżać się do granicy 5:25. Było to związane również z dosyć długimi i mocnymi jak dla mnie podbiegami. Niestety coraz bardziej opadałem z sił.

W okolicach 30-go km zauważyłem Piotra. Piotr to chłopak, dla którego dystans maratonu to bułka z masłem. Niestety nie tego dnia. Jak się później dowiedziałem przeziębienie i ogólne “zmęczenie materiału” po sezonie nie pozwoliło mu na mocny bieg. Po krótkim pozdrowieniu pobiegłem dalej licząc, że Piotr ruszy za mną.

Chyba już w okolicach 35-go km zaczął się chyba najtrudniejszy i najdłuższy podbieg tego maratonu. To było kilka km ciągle pod górę. Wyniszczyło mnie totalnie. Tempo biegu powoli spadało. 5:40, 5:50, a ostatecznie nawet 6:15  min/km. Męczarnie skończyły się chyba dopiero w okolicach flagi z oznaczeniem 40-go km. Zostały 2 km do mety, a ja byłem bez sił. Życiówka oddalała się z każdym krokiem.

Trzysta, dwieście, stówka i życiówka!

To słowa piosenki, którą śpiewał Jacek Mezo Mejer jeszcze przed startem. Teraz myślałem tylko o tym. To już końcówka. Wiedziałem, że jak się postaram to jeszcze może być dobrze.

Tym razem głowa mnie nie zawiodła. Zawziąłem się, nachyliłem do przodu, wydłużyłem krok i starałem przyspieszyć. 41-szy km przebiegłem w czasie 5 minut i 19 sekund, a ostatni finiszowy km w rekordowym czasie 4:54 min/km. Nawet nie słyszałem ludzi dopingujących na finiszu.

Taki bieg pozwolił mi wg zegarka osiągnąć czas 3:49:50 na dystansie 42,5 km, co przekładało się na średnie tempo 5:24 min/km. Rzutem na taśmę udało mi się poprawić życiówkę w maratonie, która według oficjalnych wyników od tego dnia będzie miała wartość 3:49:39.

Podsumowanie 18. Poznań Maraton

Organizacja maratonu

Organizacyjnie ten maraton podobał mi się najbardziej. Jeżeli wcześniej pisałem tak o innym maratonie to teraz właśnie Poznań Maraton wskakuje na pierwszą pozycję. Nie mam siędo czego przyczepić zarówno przed jak i po maratonie. Nie było żadnych wpadek. No może ta jedna z opóźnieniem startu, ale … według mnie organizator nie zrobił tego specjalnie. Zlecił zabezpieczenie trasy firmie zewnętrznej, która nie dopilnowała wszystkiego. Mam nadzieję, że wyciągnie z tego konsekwencje na przyszłość.

Miasteczko biegowe zorganizowane perfekcyjnie. Wielka powierzchnia MTP pozwoliła zbudować je w taki sposób, aby nigdzie nie było tłoku. Nawet po kubek piwa, który mógł wypić każdy biegacz nie było większych kolejek. Depozyty, szatnie, nawet do masażu stało tylko kilka osób.

Trasa maratonu

Niestety patrząc na trasę nie jest już tak kolorowo (a przynajmniej nie dla mnie). Trasa była dosyć wymagająca. Podobno miała być szybka i przygotowana pod życiówki. Życiówka była, ale pod ja za najłatwiejszą trasę uważam trasę wrocławskiego maratonu. Poznańska zajmuje w moim rankingu dopiero 3-cie miejsce, wpuszczając przed siebie jeszcze maraton krakowski.

Zdecydowaniu za dużo wymagających podbiegów w porównaniu z poprzednimi maratonami. Myślę, że gdybym w takiej formie i takich warunkach startował na trasie wrocławskiej miałbym szanse na złamanie 3:45.

Mój start w 18. Poznań Maraton

Zapis GPS mojego biegu podczas 18. Poznań Maraton

Start w tym biegu uważam za udany. To był mój 6-ty maraton, a 4-ty w tym roku. Zdobyłem kolejne doświadczenia. Mimo zmęczenia towarzyszącego kończącemu się już sezonowi biegowemu udało się ustanowić nowy rekord życiowy na dystansie maratonu. Co prawda czuję mały niedosyt. Wiem, że mogło być trochę lepiej. Mimo wszystko uważam, że zrobiłem wszystko co mogłem danego dnia i zapracowałem sobie na taki wynik. Rekord poprawiłem o 79 sekund. Niby nie dużo, ale 15 października 2017 roku więcej bym nie zrobił. Jeżeli wszystko będzie dobrze to w przyszłym roku jeszcze trochę powalczę.

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close