Top Menu
Medal 16. Cracovia Maraton

16. PZU Cracovia Maraton to mój czwarty bieg na królewskim dystansie i trzeci z tych zaliczanych do Korony Maratonów Polskich. Aby zdobyć to odznaczenie muszę jeszcze ukończyć maratony we Wrocławiu i Poznaniu. Na ten pierwszy jestem już zapisany. Zapisy na drugi ruszają za kilka dni – według informacji podanych przez organizatora 9 maja 2017.

Przed startem 16. PZU Cracovia Maraton

Krakowski maraton startował o godzinie 9. Pierwszy raz nie musiałem wychodzić z domu na 2 godziny przed startem. Wynajmowałem pokój w kamienicy oddalonej od Rynku o około 200 metrów. Co prawda wstałem o godzinie 6, ale tylko po to żeby odpowiednio wcześnie zjeść śniadanie. Obudziłem się, zjadłem bułkę z dżemem i położyłem się z powrotem. Tej nocy spało mi się wyjątkowo dobrze. Po śniadaniu też udało mi się jeszcze zasnąć, czyli … wygląda na to, że nie denerwowałem się jakoś specjalnie mocno przed startem.

Pogoda nie była zbyt ciekawa. Było zimno. Padał deszcz. Nie wiedziałem jak się ubrać. Obserwowałem przez okno biegaczy idących w stronę startu, ale nic mi to nie dało. Byli ludzie poubierani jak na Sybir i byli tacy, którzy szli w koszulkach typu singlet (takich na ramiączkach). Ostatecznie założyłem ciekną koszulkę kompresyjną Nike z długim rękawem i na to swoją „blogową” koszulkę z krótkim.

Z pokoju wyszedłem chwilę po godzinie 8 i na spokojnie kierowałem się w stronę startu. Na miejscu chwilę potruchtałem i przeprowadziłem porządną rozgrzewkę wszystkich stawów. Później schowałem się pod namiotem wystawionym przez jednego ze sponsorów maratonu. Te namioty to był dobry pomysł, przynajmniej część ludzi mogła schować się przed padającym coraz mocniej deszczem.

W strefie startowej ustawiłem się kilka minut przed startem. Mimo, że miałem na sobie folię NRC robiło się coraz chłodniej. Na szczęście na start nie trzeba było już długo czekać. Na początku wystartowali zawodnicy na wózkach, a kilka minut po nich pozostali biegacze.

Trasa 16. PZU Cracovia Maraton

Niestety nie znam Krakowa zbyt dobrze. Byłem tam dopiero 2 razy, przy czym pierwszy raz tylko przejazdem (udało się wyskoczyć na krótki spacer w czasie oczekiwania na przesiadkę w pociągu). Tym bardziej byłem ciekaw przez jakie miejsca będzie prowadziła trasa maratonu.

Trasa 16. PZU Cracovia Maraton
Trasa 16. PZU Cracovia Maraton

Zarówno start jak i meta maratonu ulokowane były na krakowskim Rynku Głównym, w pobliżu Sukiennic i Kościoła Mariackiego. Po starcie biegliśmy brukowaną ulicą Grodzką w stronę ul. Pozdamcze. Tu było delikatnie pod górę, ale naprawdę delikatnie. Po minięciu Zamku Królewskiego biegliśmy ul. Powiśle, Zwierzyniecką i Krasińskiego w kierunku Błoń Krakowskich, które trzeba było obiec dookoła. Na pierwszej pętli momentami właśnie tu było dosyć ciasno. Wracając przebiegliśmy mostem Dębnickim nad Wisłą i przez ul. Konopnickiej, Ludwinowską i Rollego w kierunku Bulwaru Podolskiego. Wzdłuż Wisły biegliśmy aż do „ślimaka”, przez którego dostaliśmy się Most Kotlarski aby przebiec na drugą stronę rzeki. Teraz przed biegaczami był długi odcinek biegnący przez miasto wzdłuż ul. Kotlarską, Al. Pokoju (trochę z górki), Lema w kierunku Tauron Areny. Przy hali widowiskowej zrobiliśmy nawrotkę i tymi samymi ulicami wróciliśmy nad Wisłę, aby przed Mostem Kotlarskim wbiec z powrotem na Bulwar Wiślany (Kurlandzki). Bulwarem biegliśmy aż do Zamku Królewskiego mijając po drodze Smoka Wawelskiego i jego jamę. Na skrzyżowaniu ul. Podzamcze i Powiśle zaczynała się druga pętla maratonu. Ci, którzy już ją kończyli biegli już w stronę Rynku Głównego i mety maratonu. Pozostali kierowali się na ul. Powiśle i zaczynali walkę z drugą połową królewskiego dystansu.

Mój 16. PZU Cracovia Maraton

16. PZU Cracovia Maraton był dla mnie maratonem na przetarcie. Po niepowodzeniach  podczas Maratonu Warszawskiego i Maratonu w Dębnie chciałem, aby ten wyszedł mi dobrze. Głównym celem było dla mnie przebiegnięcie całego dystansu. Podczas poprzednich dwóch startów zmuszony byłem kilka razy przejść do marszu. Zawiodły nogi i głowa. Teraz chciałem pobiec wolniej, ale … pobiec. Dobry czas był celem drugorzędnym, a o poprawieniu życiówki nawet nie myślałem.

Założenie było takie żeby jak najdłużej trzymać się „baloników” na 4 godziny. Niestety przed samym startem baloniki były bardzo słabo widoczne. Na szczęście były oznaczenia stref startowych. Ustawiłem się na końcu strefy 3:45 – 4:00 i planowałem biec równym tempem w okolicach 5:40 min/km. W rzeczywistości jednak bliżej mi było do 5:45, ale tak jak pisałem wcześniej – czas nie był najważniejszy. Liczyło się to żeby pobiec ten maraton spokojnie.

Po jakimś czasie dogoniłem baloniki 4:00:00. Po krótkiej rozmowie z prowadzącym dowiedziałem się, że specjalnie biegną pierwszą połowę o 5 sekund wolniej, a przyspieszać będą w drugiej.

Chwilę później rozstaliśmy się z powodu „nagłej potrzeby”. Wróciłem na trasę i biegłem swoim tempem. Nie patrzyłem dokładnie na wskazania pulsometru, ale sądząc po oddechu biegłem cały czas w pierwszym zakresie. Nawet nie wiem kiedy minąłem mój pechowy ostatnio 28 km. Oczywiście były też momenty cięższe, ale nie na tyle żeby mówić o jakimś poważniejszym kryzysie.

Mniej więcej po 37 km zdecydowałem się na mocniejszy finisz. Przyspieszyłem o ok. 30 sekund na kilometrze. To dodatkowo pomagało głowie, która na tym etapie biegu jest przecież najważniejsza. Wyprzedzałem biegaczy, którzy zaczęli zbyt mocno (jak ja na poprzednich maratonach) i zabrakło im sił na koniec. To jeszcze bardziej dodawało energii do mocnego biegu.

Ostatni kilometr biegłem już na całego. Jak się później okazało był to najszybszy kilometr podczas tego biegu. Szkoda, że nie wiedziałem, że do 3 z przodu zabraknie mi kilkunastu sekund. Pewnie wtedy docisnąłbym jeszcze bardziej. No ale nie patrzyłem wtedy nawet na zegarek. Czas się nie liczył. Liczyło się to, że bez śladu kryzysu przebiegłem cały dystans.

Odżywianie przed i podczas maratonu

Podczas krakowskiego maratonu zjadłem aż 5 żeli energetycznych. Pierwsze 3 to żele ALE Zielone Jabłko (10, 20, 30 km), a kolejne 2 (35 i 39 km) już trochę mocniejsze (na finisz) ALE Thunder Gel Cola (z kofeiną).

Nie omijałem również punktów z wodą, ale piłem jedynie wodę. Żadnych izotoników. Bałem się, że połączenie izo z żelem energetycznym może źle podziałać na mój wrażliwy żołądek.

Podczas maratonu całkowicie zrezygnowałem z rodzynek, które niestety zawiodły mnie w Dębnie. Nie jadłem też żadnych bananów, czekolady czy cukru w kostkach.

Dzień wcześniej na obiad w okolicach godz. 14 zjadłem włoską pizze, a o 18 podczas Pasta party 2 talerze makaronu. Zresztą ładowanie węgli zacząłem już kilka dni przed wyjazdem – w czwartek. Piłem też dużo więcej wody. Aby żołądek nie odzwyczaił się od żeli, wieczorem przed snem i rano po śniadaniu zjadłem też po jednym „zielonym jabłku”.

Ale pamiętajcie, cała strategia odżywiania była przeze mnie przetestowana. Podczas tych kilku miesięcy przygotowań do kwietniowych maratonów sprawdziłem kiedy i ile mogę zjeść abym mógł biec lekko. To co jest dobre dla mnie niekoniecznie będzie dobre dla innych. Najlepiej przetestować to na własnym organizmie, ale podczas treningów, a nie zawodów.

Podsumowanie 16. PZU Cracovia Maraton

Uważam, że plan na krakowski maraton udało mi się wykonać w 100%. Pobiegłem mądrzej niż poprzednio. Pobiegłem spokojnie. Dobiegłem. Co ciekawe, w stosunku do wyniku z mojego poprzedniego maratonu, poprawiłem się o blisko 15 minut.

Kraków to ładne miasto. Mimo, że kibice z Dębna zachwalani są w każdej wypowiedzi (i to widać, że Dębno żyje maratonem) to Kraków również może pochwalić się swoimi. Zarówno organizacja jak i atmosfera podczas biegu stały naprawdę na wysokim poziomie. Dodając do tego dosyć łatwą i płaską trasę myślę, że chętnie pobiegnę w Krakowie jeszcze raz.

Zapis mojego biegu podczas 16. PZU Cracovia Maraton

 

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close