Top Menu
Grupa biegaczy podczas biegowego obozu treningowego w Szklarskiej Porębie

W dniach 7-10 października w Szklarskiej Porębie odbył się biegowy obóz treningowy zorganizowany przez PKO Bank Polski Biegajmy Razem we współpracy z  Runner’s World Polska. Miałem przyjemność uczestniczyć w tym wydarzeniu. Obóz treningowy miał na celu nauczyć nas jak biegać dobrze i jakich błędów wystrzegać się podczas treningów. Wiadomo, że w ciągu 4 dni nie zbuduje się formy, ale mimo to był to bardzo intensywny okres. Biegaliśmy, słuchaliśmy, biegaliśmy, biegaliśmy …

 

Obóz biegowy był nagrodą w konkursie organizowanym przez PKO Bank Polski Biegajmy Razem i miesięcznik Runner’s World. Do Szklarskiej Poręby pojechałem razem z kumplem, któremu również udało się wygrać w tym konkursie. Jechaliśmy pociągiem przez Jelenią Górę. Podróż trwała całą noc. Na szczęście udało nam się trochę pospać. W Jeleniej Górze byliśmy ok. 8 rano. Obóz rozpoczynał się o 15. Mieliśmy jeszcze 7 godzin. Zaliczyliśmy dwugodzinną kąpiel w Termach Cieplickich. Zjedliśmy obiad w pizzeri na Placu Piastowskim. No i … spóźniliśmy się na rozpoczęcie. Na szczęście nie było to duże spóźnienie, także obyło się bez pompek. Ale później nie było już tak dobrze.

Obóz biegowy – dzień pierwszy

Obóz biegowy rozpoczął się od krótkiego treningu “zapoznawczego”. Był to spokojny bieg na dystansie ok. 6 km. prowadzony przez Marka Dudzińskiego – redaktora naczelnego miesięcznika Runner’s World Polska oraz Magdę Wierzbicką – zawodniczkę na dystansach 800 i 1500 metrów, uczestniczkę finałów Mistrzostw Polski oraz dyplomowaną fizjoterapeutkę … a poza bieganiem, dziewczynę z naprawdę wielką energią.

Po krótkiej rozgrzewce uczestnicy treningu podzielili się na dwie grupy. Ci, którzy przyzwyczajeni byli do mocniejszego biegania pobiegli w grupie Magdy. Pozostałych biegaczy i biegaczki poprowadził Marek.

Większość chłopaków pobiegła oczywiście z Magdą. Przecież nie można pokazać się ze słabej strony już na pierwszym treningu. Ale … w grupie znalazła się też druga dziewczyna. Lila dała radę nie tylko podczas treningu zapoznawczego, ale i na każdym następnym nie ustępowała większości chłopaków. Brawo! Swoją drogą, dziewczyny muszą mieć naprawdę wielkie płuca. Nie widziałem jeszcze żeby ktoś tyle mówił biegnąc jednocześnie cały czas pod górę. Szacunek!

Po zakończonym bieganiu Magda pokazała nam jeszcze kilka ćwiczeń, które miały poprawić naszą technikę biegu, np. przebieżki z rękoma uniesionymi do góry lub schowanymi za plecami, które miały uświadomić nam, że nie tylko nogi potrzebne są do dobrego technicznie biegania.

Po bieganiu kolacja i spotkanie organizacyjne, podczas którego dołączył do nas kolejny trener – Kuba Wiśniewski, uprawiający lekkoatletykę od 1993 roku, mogący pochwalić się 3 medalami Mistrzostw Polski Seniorów oraz rekordem trasy podczas Biegu Rzeźnika. Na spotkaniu poznaliśmy plan zajęć oraz zasady obowiązujące na obozie (m.in. pompki za spóźnienia), każdy z nas miał możliwość prezentacji swojej osoby i swoich celów biegowych. Później … czas wolny, który każdy wykorzystał na swój sposób. Niektórzy odpoczywali w swoich pokojach, inni poza nimi … you know what i mean 😉

Zapis treningu zapoznawczego na portalu Endomondo »

 

Obóz biegowy – dzień drugi

Na drugi dzień obozu zaplanowane mieliśmy dwie rzeczy. Od rana każdy z nas miał do zaliczenia Foot Scan, czyli sprawdzenie biomechaniki stopy, próbę wysiłkową, której wyniki opiszę w kolejnym tekście oraz wycieczkę biegową na Regle.

Próbę wysiłkową miałem już wcześniej wykonywaną, także wiedziałem z czym to się je. Jest to badanie polegające na obserwacji zmian w pracy serca i wydychanego powietrza podczas wysiłku, np. biegu po bieżni mechanicznej. Pozwala ono m.in. określić wartości progowe tętna – bardzo przydatne przy określaniu intensywności treningu.

Niestety, kiedy już schodziłem z bieżni, miałem poczucie lekkiego niedosytu. Uważam, że siły w nogach i płucach jeszcze były, ale prawdopodobnie siadła mi głowa. Trochę ciężej biegnie się z maską na twarzy, która dosyć mocno utrudnia oddychanie. W pewnym momencie po prostu głowa się poddała i przerwałem badanie … co widać na udostępnionym wcześniej filmie z tej próby. Jest to ciężkie badanie, ale dające wiele informacji o organizmie biegacza. Według mnie każdy, kto poważnie myśli o trenowaniu i poprawie wyników, powinien taką próbę wysiłkową wykonać.

Po obiedzie zorganizowane było kolejna atrakcja obozu. Dietetyk Katarzyna Biłous (dietovita.pl) poprowadziła wykład Akademii Runner’sWorld pod tytułem “Paliwo biegacza”. Bardzo ciekawy wykład, na którym Kasia przekazywała nam informacje na temat sposobu odżywiania podczas uprawiania sportów wyczynowych i wytrzymałościowych.

Na koniec dnia , ale jeszcze przed kolacją, trenerzy zabrali nas na biegową wycieczkę pod Regle. Był to mniej więcej godzinny trening (30 minut w jedną stronę i 30 minut na powrót). Pobiegłem w grupie biegaczy Kuby Wiśniewskiego. Tempo było dosyć mocne, przeważnie biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu. W drodze powrotnej ostatnie 10 minut przeznaczyliśmy na 20 sekundowe przebieżki z 40 sekundowymi przerwami w “świńskim truchcie”. Niby nic strasznego … ale już mniej więcej w połowie każdy z nas miał już tego serdecznie dość. Okazało się, że te 40 sekund bardzo wolnego truchtania, niemalże marszu, to i tak zbyt mało czasu aby odpocząć po 20 sekundach naprawdę mocnego biegu.

Wymęczeni i zmoknięci wróciliśmy do hotelu.

Po treningu każdy z uczestników obozu biegowego mógł skorzystać z masażu. Do wyboru był masaż lodem (podobno zbawienny dla wymęczonych łydek) i klasyczny. Moje łydki miały się całkiem dobrze, natomiast cierpiały plecy z racji siedzącej pracy. Dlatego zdecydowałem się na klasyczny masaż pleców. Na jakiś czas pomogło.

Po kolacji odbył się wykład, na którym dr Szczepan Wiecha z firmy Sportslab omówił wyniki naszych prób wysiłkowych.

Zapis wycieczki na Regle na portalu Endomondo »

 

Obóz biegowy – dzień trzeci

Głównym punktem kolejnego dnia obozu biegowego była wyprawa na Szrenicę. Na ten punkt programu w rozkładzie dnia przewidziane były 4,5 godziny. Była to już wyprawa w “wysokie” góry. Najwyższy punkt jaki odnotował mój zegarek znajdował się na wysokości 1368 m.n.p.m. Licząc od punktu wyjścia dawało to ok. 600 m. przewyższeń. Trasa prowadziła Głównym Szlakiem Sudeckim. Po drodze mijaliśmy też Wodospad Kamieńczyka, Schronisko na Hali Szrenickiej, zespół granitowych skałek Trzy Świnki, Żółty Szlak Pieszy i Schronisko pod Łapskim Szczytem. Mocniejsza grupa wybrała się dodatkowo na pętlę przez Śnieżne Kotły.

“Słabsza” grupa, do której przeszedłem na tą wyprawę prowadzona była przez Marka i Nataszę. Po rozgrzewce rozdzieliliśmy się jeszcze na 2 podgrupy. Natasza została ciut z tyłu z kilkoma osobami, a pozostali ruszyli żwawym marszem z Markiem. Było naprawdę stromo. Dodatkowo od pewnego momentu zaczął pojawiać się śnieg. Z każdym krokiem było go coraz więcej. Gdy dotarliśmy do Schroniska Szrenica śniegu było już mniej więcej po kolana. Dodatkowo temperatura ciut poniżej zera i wiatr.

W schronisku spotkaliśmy też biegaczy z “mocniejszej” grupy prowadzonej przez Kubę. Chłopaki i Lila – jedyna przedstawicielka płci pięknej, byli takimi kozakami, że podobno nawet momentami podbiegali na drodze do schroniska. Kosmos. Ja ledwo szedłem.

W schronisku była chwila przerwy. Mogliśmy napić się ciepłej herbaty lub innych napojów rozgrzewających. Jedna uwaga – gdyby ktoś wybierał się do schroniska to pamiętajcie, że przyjmują płatności tylko w gotówce. Kto był przygotowany przebierał się w suche rzeczy. Po ok. 20 minutach odpoczynku ruszyliśmy dalej.

Mocniejsza grupa pobiegła jeszcze na Śnieżne Kotły. My powoli kierowaliśmy się Żółtym Szlakiem Pieszym w stronę hotelu. Mimo, że schodziliśmy w dół wcale nie było łatwo. Pod głębokim śniegiem kryły się dziury, które mogły zaskoczyć każdego, nawet doświadczonych górskich biegaczy. Schodziliśmy powoli uważnie patrząc gdzie stawiamy nogi. Poprawiło się dopiero mniej więcej od Schroniska pod Łapskim Szczytem. Od tej pory przyczepność była już całkiem dobra. Pozwoliliśmy sobie nawet na bieg. I tak było już aż do hotelu.

Cała wyprawa w przypadku mojej grupy trwała krócej niż planowano, bo ok. 3 godzin. Przeszliśmy w tym czasie … ok. 13 km.

Drugą atrakcją jaką organizatorzy zaplanowali nam na trzeci dzień obozu treningowego były ćwiczenia ogólnosprawnościowe na sali gimnastycznej. Jak się okazało później, podczas godzinnych ćwiczeń umordowaliśmy się dużo mocniej niż podczas wcześniejszej wyprawy. Kuba przeczołgał nas ćwiczeniami na stabilizację. To był hardcore. W mój materac wsiąkło pewnie ze 2 litry potu.

Po wszystkich ćwiczeniach mieliśmy chwilę czasu dla siebie. Ja wykorzystałem go na wizytę w saunie i zimne kąpiele.

Po kolacji organizatorzy zaskoczyli nas kolejny raz. Przed wykładem Kuby Wiśniewskiego na temat błędów jakich powinien uniknąć biegacz, mieliśmy możliwość porozmawiać z Henrykiem Szostem, który akurat również przebywał na obozie biegowym w Szklarskiej Porębie. Henryk Szost to osoba, której nie trzeba przedstawiać żadnemu biegaczowi. Ale w razie gdyby tekst ten czytany był przez “zwykłego śmiertelnika” napiszę, że jest to wielokrotny medalista Mistrzostw Polski w biegach ulicznych, głównie na dystansie maratońskim, olimpijczyk oraz posiadacz aktualnego rekordu Polski w maratonie.

Pierwszy raz miałem okazję spotkać się z osobą znaną mi jedynie z ekranu TV. Okazało się, że to naprawdę przyjemny gość. Rozmawialiśmy jak równy z równym. Poznaliśmy jego poglądy na wiele spraw ze światka biegaczy. Rozmawialiśmy na temat różnic w metodach treningowych stosowanych przez amatorów i zawodowców. Okazało się, że jest to taki sam biegacz jak każdy z nas … tylko spokojne wybiegania robi w tempie 2 razy szybszym niż nasze rekordy na km. Poza tym naprawdę spoko gość. Nie było problemu z pozowaniem do wspólnych zdjęć czy nawet chwili rozmowy na korytarzu czy w windzie.

Po spotkaniu z naszym olimpijczykiem, który jak się okazało jest dobrym znajomym naszych trenerów Kuby i Magdy, poznaliśmy podstawowe błędy popełniane przez biegaczy w trakcie treningu i samego biegania.

Po prezentacji w programie dnia znajdowało się już tylko jedno hasło – Regeneracja. Większość uczestników obozu treningowego zdecydowała się na miłe spędzenie wieczoru w hotelowym barze … i może więcej nie będę pisał na ten temat. Kto był ten wie, że było wesoło.

Zapis wyprawy na Szrenicę na portalu Endomondo »

 

Obóz biegowy – dzień czwarty – ostatni

Na ostatni dzień przewidziany był jeszcze jeden trening – bieg trasą w okolicach Polany Jakuszyckiej. Na miejsce dotarliśmy Koleją Izerską (gdyby ktoś kiedyś chciał się przejechać to podobno trzeba na bieżąco sprawdzać rozkład jazdy bo zmienia się dosyć często). To był już bardzo spokojny bieg. Przyjęliśmy nawet zasadę, że nie można wyprzedzić najwolniejszego biegacza. W rzeczywistości wyszło inaczej, ale nikt się o to nie pogniewał. To był czas na ostatnie rozmowy, bo po obiedzie trzeba było już wyjeżdżać.

Ja wyjechałem jako pierwszy. Praktycznie zaraz po obiedzie załadowaliśmy walizki do samochodu i pojechaliśmy do Wrocławia. Tutaj bardzo chciałbym podziękować Jarkowi, który nadrobił trochę drogi i podwiózł nad do Wrocławia. Dzięki temu udało nam się złapać wcześniejszy pociąg do Gdańska i byliśmy w domu ok. 10 godzin wcześniej.

Zapis biegu z Polany Jakuszyckiej »

 

Podsumowanie obozu

Z tego czterodniowego obozu wróciłem bogatszy w wiedzę teoretyczną i doświadczenie. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Dobrze się bawiłem. W trakcie trwania obozu treningowego każdy z uczestników miał możliwość indywidualnych konsultacji dietetycznych i treningowych. Dzięki temu wiem jakie błędy popełniałem w odżywianiu. To dziwne, ale okazało się, że jak na osobę dosyć aktywną, jem stanowczo za mało. Że już o składnikach odżywczych nie wspomnę. Wiele praktycznie nie istniało w moim jadłospisie. Podobnie z informacjami o treningu. Razem z Kubą Wiśniewskim ułożyłem cały plan treningowy mający przygotować mnie do startu w wiosennym maratonie. Ekstra sprawa. Do tej pory wspomagałem się planami ogólnodostępnymi. Ten z obozu, skrojony jest pod moją osobę, pod mój poziom biegowym i pod moje możliwości. Oczywiście nie będzie już konsultacji w trakcie treningu, ale i tak znam cele postawione każdemu treningowi i w razie problemów będę mógł go w jakimś stopniu sam zmodyfikować. Dzięki Kuba!

Organizacja obozu? Pierwsza klasa! Zarówno kadra trenerska jak i zespół wspomagający stanęli na wysokości zadania. Nie było ani jednej sytuacji kiedy czegoś by zabrakło. Wszystko było na czas i w takiej ilości jak była potrzebna. Że już o dodatkowych atrakcjach nie wspomnę. Polecam ten obóz każdemu. Uczestniczyłem w nim dzięki wygranej w konkursie, ale poważnie zastanawiam się nad uczestnictwem w kolejnej, komercyjnej już edycji. Dziękuję wszystkim za możliwość udziału w tym obozie.

Dziękuję wszystkim uczestnikom obozu treningowego za miło spędzony czas. Cieszę się, że z częścią z nich w dalszym ciągu udaje się utrzymać kontakt. Pozdrawiam Mateusza prowadzącego fanpage Nikt w Polsce jak Woskul i Dominika prowadzącego blog runoholic.pl. Chłopaki potrafią rozkręcić naprawdę dobre imprezy. Pozdrawiam Lilę, Kasię, Paulinę, Sandrę, Izę, drugą Kasię, czyli ładniejszą część uczestników obozu. Pozdrawiam Jarka, Krzyśka, Piotra. Pozdrawiam Piotra – fotografa, który napstrykał nam tysiące zdjęć. W końcu pozdrawiam organizatorów tego całego zamieszania – Asię, Marka, Nataszę, Natalię … i wszystkich innych, których nie wymieniłem.

 

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close