Top Menu
30 km wybiegane w majowy weekend

Jak wyglądała wasza biegowa majówka? Ja na “majowy weekend” miałem zaplanowane 2 treningi. Pierwszy to niedzielne dłuższe wybieganie – 30-to km bieg (25 km spokojnie + 5 w tempie maratońskim). Drugi, 2 dni później, to dużo krótszy bieg – według planu jedynie 5 km.

Najważniejszy był dla mnie oczywiście bieg niedzielny. Po pierwsze ze względu na to, że poprzednie wybieganie (to dłuższe niż 30 km) musiałem opuścić z powodu bólu w nodze. Po drugie 2 tygodnie przed maratonem to ostatnia chwila na takie długie biegi.

Na dodatek musiałem jeszcze przetestować żele i strój, w którym będę startował podczas 2 PZU Gdańsk Maraton. Teoretycznie wszystko mam już sprawdzone, ale były to testy na krótszych dystansach. A przecież różnica pomiędzy biegami 10 km czy półmaratońskimi, a maratonem jest bardzo duża. I nie chodzi mi tylko o odległość. Organizm dostaje mocno w kość. Dobrze sprawdzić jeszcze przed startem jak w trakcie takiego wysiłku zareaguje np. na żele.

Wymyśliłem sobie, że w pierwszą niedzielę maja zrobię sobie symulację dnia maratońskiego. Dzień wcześniej zrobiłem mini “carboloading” i większe niż zwykle nawadnianie. W niedzielę wstałem o godzinie 6:00. Aby nie obciążać mocno żołądka zjadłem delikatne śniadanie, tzn. 3 tosty z dżemem truskawkowym. Wszystko popiłem sokiem z pomarańczy.

W okolicach godziny 8:30 byłem już w Brzeźnie “na Budach”. Trasa nadmorska jest w miarę prosta i można tam nazbierać kilometrów. Odcinek pomiędzy Brzeźnem i molem w Orłowie ma dokładnie 10 km. Trasa jest praktycznie płaska. Większe górki robią się na odcinku leśnym w Gdyni, ale nie jest tragicznie.

Wystartowałem chwilę przed godziną 9. Jak zwykle pierwsze kilometry miałem trochę zmulone, ale nogi powoli się rozkręcały i po ok. 3 km było już dobrze. Biegłem głównie na tętno i samopoczucie. Nie patrzyłem na tempo. Starałem się nie przekraczać granicy 150 uderzeń na minutę. Po 10 km, czyli w okolicach orłowskiego mola zjadłem pierwszy żel ALE o smaku truskawkowo-bananowy. Żele tej firmy podpasowały mi m.in. ze względu na to, że nie wymagają popijania. Niby miałem przy sobie wodę, ale w trakcie maratonu może być już różnie. Teoretycznie planuję spożywanie żeli w okolicach punktów z napojami, ale …

Po powrocie do Brzeźna w nogach miałem już 20 km. Pozostało jeszcze 5 km spokojnego i 5 km szybszego biegu. Zjadłem kolejny żel. Tym razem był to ALE Thunder Gel o smaku Coli i wzbogacony kofeiną. Te żele prawdopodobnie przydadzą mi się podczas najtrudniejszej części maratonu, czyli po 30 km.

Ruszyłem w stronę Nowego Portu. Ścieżka poprowadziła mnie przez piękny park. Niestety okazało się, że za daleko nie pobiegnę. Dobiegłem do ogrodzenia z napisem “Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Zawróciłem i zacząłem szukać kilometrów do wybiegania gdzie indziej. Ostatecznie wróciłem na nadmorską ścieżkę i skierowałem się znowu w stronę Gdyni.

Niemalże na wysokości mola w Brzeźnie rozpoczął się mój szybszy odcinek. Teoretycznie powinienem go biec w tempie maratońskim. Chcąc złamać 4 godziny (a ja przecież chcę) średnie tempo podczas maratonu powinno wynieść ok. 5:39 min/km. Jednak trochę mnie poniosło, może przez tą kofeinę z żelu, i pobiegłem ciut szybciej. Czasy na kolejnych kilometrach wyglądały następująco: 5:22, 5:26, 5:21, 5:20 i ostatni km 5:15. Na tym odcinku oczywiście skoczyło mi też tętno. W maksymalnym punkcie miałem 169 uderzeń. Ale przecież podczas finiszu każdemu skacze tętno 😉

Wybieganie uważam za udane. Zarówno strój jak i żele sprawdziły się. Siła do biegania była. Nawet czas, który musiałem poświęcić na przebiegnięcie takiego dystansu, jakoś specjalnie mi się nie dłużył. To wszystko dobrze zadziałało na moją psychikę. Póki co, na 10 dni przed maratonem, nie stresuję się jakoś mocniej niż przed innymi biegami. Nastawienie mam jak najbardziej pozytywne. Myślę, że będzie dobrze. Trzymajcie kciuki … no i nie wybierajcie się 15 maja samochodem do centrum Gdańska.

Szczegółowy zapis mojego majowego wybiegania

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close