Top Menu
Tropem Wilczym - banner

W poprzednią niedzielę w całym kraju, a nawet i poza jego granicami, odbyły się imprezy z cyklu Bieg Pamieci Żołnierzy Wyklętych – Tropem Wilczym, których głównym celem było uczczenie pamięci o Żołnierzach Wyklętych. W tym roku udział w akcji wzięło 160 miast. O biegach organizowanych w Trójmieście pisałem w poprzednim wpisie Trójmiejskie biegi Tropem Wilczym. Tutaj chciałbym opisać co podobało mi się, a co nie, w gdyńskiej edycji tego biegu.

W momencie kiedy zapisywałem się na bieg, ten organizowany był jedynie przez miasto Gdynia. Gdańsk i Sopot dołączyły do tej akcji dopiero później. Tak wiec, mimo że jestem mieszkańcem Gdańska, wystartowałem w Gdyni. Razem ze mną biegła córka i kilku znajomych.

Na miejscu byliśmy mniej więcej godzinę przed startem. Pakiet startowy odebraliśmy w miarę szybko. Znajdowały się w nim bawełniana koszulka z podobizną jednego z Żołnierzy Wyklętych, numer startowy, plakat filmu “Zapora”, opaska odblaskowa, różnego rodzaju ulotki informacyjne o celu akcji oraz audiobook “Klamra, mój ojciec”.

Przed biegiem przeprowadzona została rozgrzewka i punktualnie o godzinie 12 blisko 500 biegaczy wystartowało w biegu Pamieci Żołnierzy Wyklętych na dystansie 1963 m. Bez pomiaru czasu. Bez ścigania. Bez ciśnienia. Rodzinnie i razem z przyjaciółmi. Tak jak powinno być na biegu organizowanym w celu upamiętnienia ludzi, którzy oddali swoje życie za ojczyznę.

Na mecie każdy otrzymał pamiątkowy medal.

 

Czy bieg mi się podobał?

Oczywiście. Podobał mi się jak każdy inny bieg. No właśnie …  jak każdy inny bieg. Nie czułem tam specjalnie ducha patriotyzmu. Gdyby nie to, że biegacze mieli na sobie koszulki z pakietu, osoba patrząca z boku prawdopodobnie nie wiedziałaby, że biegacze chcą upamiętnić obrońców ojczyzny. Nie było żadnych dodatkowych atrakcji. Wydaje mi się, że dobrym pomysłem byłoby np. wspólne odśpiewanie Hymnu przed startem. W końcu była to uroczystość, można by powiedzieć, rangi państwowej. Niestety tego zabrakło.

Wzorem innych miast przydałoby się też zatrudnienie do “pomocy” przy biegu harcerzy czy grup rekonstrukcyjnych. Nie piszę tu o uroczystych defiladach, ale gdyby co kilka, kilkanaście metrów stała grupka ludzi ubranych w mundury, biegł wyglądałby zupełnie inaczej. Tego według mnie zabrakło.

Na plus zapisuję na pewno możliwość darmowego wstępu do Muzeum Marynarki Wojennej. Niestety ze względu na brak czasu nie mogłem z niej skorzystać, ale słyszałem opinie, że wystawa była ciekawa.

Gdyby w przyszłym roku organizatorzy Biegu Pamieci pomyśleli o uwzględnieniu tych kilku uwag, bieg na pewno odróżniałby się od innych biegów organizowanych na gdyńskim Bulwarze Nadmorskim, jak choćby bieg Parkrun i bardziej przypominałby bieg patriotyczny.

W przyszłym roku oczywiście też będę chciał wystartować w biegu Wilczym Tropem, ale prawdopodobnie sprawdzę jak będzie on wyglądał w Gdańsku.

Cześć Waszej Pamięci Żołnierze Wyklęci!

 

 

Zdjęcia w galerii pochodzą z archiwum własnego oraz od fotograf Alicji Niemiec.

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close