Top Menu
Treningi biegowe, styczeń 2016

W tym roku mam praktycznie jeden cel. Udany debiut w maratonie. Poza tym nie planowałem żadnych konkretnych startów, a przynajmniej nie w pierwszej połowie roku. Oczywiście nie będzie tak, że nigdzie nie będę startował. Na pewno chcę ukończyć cykl City Trail. Na pewno pobiegnę też w biegu Tropem Wilczym Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Ten bieg traktuję tak jak inne biegi patriotyczne, czyli symbolicznie. Nie będzie to żaden wyścig. Nie będzie to żadna walka o dobry czas. Po prostu strat dla uczczenia pamięci. Zresztą, startuję w nim razem z moją 9-letnią córką i będę jej towarzyszył do samej mety. Co jeszcze? Nie wiem, ale ogólnie patrząc wszystkie treningi i ewentualne starty mają przygotować mnie do jednego – do przebiegnięcia dystansu maratonu.

Zapisałem się na PZU Gdańsk Maraton już w pierwszym terminie. Pierwszy krok zrobiłem. Zakładam, że dam radę przebiec te 42 kilometry z hakiem. Jeżeli nie ciągłym biegiem to może chociaż metodą Gallowaya 🙂 Teraz muszę zrobić wszystko, żeby jak najlepiej przygotować się do tego startu.

Pisząc ten tekst mam już pierwszy miesiąc przygotowań za sobą. Łącznie w styczniu przebiegłem trochę ponad 220 km. Sporo. Tak jakoś wyszło. Teraz wiem, że chyba trochę za dużo jak na początek sezonu. Fakt, że były to praktycznie same spokojne biegi, ale jednak taka ilość kilometrów w nogach zrobiła swoje. Na początku lutego zacząłem odczuwać delikatny ból w łydce i mocniejsze kłucie w pięcie, które praktycznie wyłączyło mnie z treningów biegowych na ok. 7 dni.

Styczniowe treningi biegowe.

Ładnie się to wszystko poukładało na obrazku 🙂 Regularność treningów wyszła wzorowo.

Wtorki i czwartki były to spokojne i wolne biegi na dystansie ok. 9 km. Przy okazji tych treningów postanowiłem trochę popracować nad głową. Dystans nie był tu żadnym wyzwaniem. Ale pora treningu jak najbardziej. Umówiłem się z sąsiadem na treningi o godzinie 5, tak 5 rano. Pobudka o 4:30, szybka toaleta, wrzucenie na siebie ciuchów biegowych i jazda. Wiele razy kusiło mnie żeby sobie odpuścić, ale mimo wszystko dałem radę. Nie odpuściłem ani jednego biegania. Tutaj sprawdza się metoda biegania z partnerem biegowym. Nawet jeżeli nie będzie ci się chciało wstać na trening to i tak to zrobisz. Dlaczego? Bo nie biegniesz sam, nie biegniesz tylko dla siebie. Nie wolno zawieść kumpla!

Środy to treningi na sali, a konkretnie zajęcia Pilates. Nazwa może nie brzmi zbyt męsko. Nie raz słyszałem pytanie o to czy to są zajęcia dla facetów. Pilates to tak jakby ćwiczenia fizyczne połączone z jogą. Dla mnie najważniejsze w tym wszystkim jest to, że na tych zajęciach pracuje się nad mięśniami głębokimi, tzw. core, które odgrywają dużą rolę podczas biegów długodystansowych. Gdy ktoś popatrzy z boku na wykonywane ćwiczenia może być trochę zdziwiony, ale zapraszam na salę, na jeden taki trening, a gwarantuję że wyjdziesz z niego nieźle spocony. Poza tym … już po kilku takich treningach widać różnicę w technice biegu, utrzymywaniu prawidłowej postawy biegowej.

Piątki to czas na siłę biegową. Te treningi wykonywałem wieczorem. Dlatego też ograniczyłem je głównie do podbiegów. Taki trening składał się z biegu w spokojnym tempie oraz ok. 10-12 podbiegów na odcinku 150 metrów.

W sobotę zacząłem chodzić na trening obwodowy, na którym pracuje się zarówno nad wytrzymałością jak i nad siłą. Takie „przeczołganie” z rana to naprawdę dobra sprawa.

Niedziela to praktycznie u każdego biegacza dzień na dłuższe wybiegania. Pierwszy dłuższy bieg zrobiłem na dystansie 18 km. Kolejne trzy to dystans w okolicach 23 km. Nie jestem do końca pewien czy takie odległości powinienem przebiegać co niedzielę. Słyszałem opinie, że niekoniecznie. Może stąd właśnie wyszła moja drobna kontuzja.

Poniedziałki to dzień całkowicie wolny. Regeneracja po niedzielnym biegu i przygotowanie na kolejny biegowy tydzień.

 

Co zyskałem w trakcie pierwszego miesiąca przygotowań do maratonu … oprócz kontuzji zmęczeniowej.

  1. Więcej czasu dla rodziny – dzięki porannym treningom mam wolne popołudnia i mogę je spędzić razem z rodziną.
  2. Obniżenie tętna – dzięki wolnym i długim biegom.
  3. Poprawa stabilności i postawy biegowej – dzięki zajęciom pilates.
  4. Wzrost siły biegowej – dzięki podbiegom i ćwiczeniom ogólnorozwojowym (np. trening obwodowy).
  5. Ciągła praca nad „głową” poprzez poranne, regularne treningi i długie wybiegania (bez względu na pogodę).
  6. Więcej wiary w swoje możliwości.
  7. Utrata masy ciała – dzięki długim niedzielnym wybieganiom oraz odpowiedniej diecie.
  8. Bieg jest lżejszy, łatwiejszy i przyjemniejszy.

 

Plany treningowe na kolejny miesiąc.

Myślę, że to odpowiedni czas aby jeden bieg spokojny zastąpić biegiem w drugim zakresie tętna. Poza tym w dni „niebiegowe”, 2 dni w tygodniu, planuję treningi na siłowni. Pisząc ten tekst jestem już po dwóch takich treningach. Jak na razie mam spore zakwasy, ale myślę że będzie dobrze. Co z tego wyjdzie? Okaże się za miesiąc.

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close