Top Menu
Biegowa flaga na gdyńskim Biegu Niepodległości

11 listopada przypada Narodowe Święto Niepodległości, obchodzone dla upamiętnienia odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów. Na ulicach wywieszane są polskie flagi. Miasta organizują Parady i Marsze Niepodległości. Każdy świętuje ten dzień na swój sposób. W Gdyni odbył się Bieg Niepodległości. Był to ostatni bieg z cyklu Grand Prix Gdyni w biegach ulicznych 2015. Na liście startowej biegu znajdowało się 7460 osób. Ostatecznie sklasyfikowanych zostało 6656 osób. Gdynia po raz kolejny pobiła rekord frekwencji.

 

Bieg Niepodległości był dla mnie ostatnim dużym (10 km i więcej) startem w tym roku. W grudniu wezmę jeszcze udział w 3-cim biegu City Trail Trójmiasto, ale tam do przebiegnięcia jest tylko 5 km. Nie ukrywam, że myślałem o poprawieniu rekordu życiowego na tym dystansie. Fajnie byłoby takim akcentem zakończyć sezon startowy. Treningi wykonywane przed biegiem ukierunkowane były na ten właśnie bieg. Były to głównie biegi 3 x 3000 m w planowanym tempie startowym. Dobre wyniki tych biegów mocno podnosiły na duchu i dawały nadzieję na to, że będzie dobrze, że nowy rekord na dystansie 10 km jest w zasięgu ręki.

 

Przed startem.

Do tej pory w każdym gdyńskim biegu odbierałem pakiet startowy dzień wcześniej. Tym razem lenistwo wzięło górę. Po prostu nie chciało mi się jechać do Gdyni tylko po to 🙂 W dniu startu skorzystałem z propozycji „podwózki” od sąsiada i mojego partnera treningowego, który również brał udział w tym biegu. Na miejscu byliśmy już w okolicach godziny 14. Akurat w moim okienku nie było kolejki. Pakiet odebrałem bez problemu. Przy innych okienkach stało już trochę ludzi, ale tragedii też nie było. Odebraliśmy pakiet i poszliśmy do szatni. Później wizyta w depozycie, spotkania ze znajomymi, wspólne zdjęcie … i można było rozpocząć rozgrzewkę.

 

 

Biało-czerwona flaga.

Organizator biegu, w celu uczczenia Święta Niepodległości, przygotował specjalne koszulki. Część z nich była koloru czerwonego, część koloru białego. Odpowiednie ustawienie biegaczy w strefach startowych, pozwoliło na uzyskanie efektu biało-czerwonej flagi utworzonej z tysięcy biegaczy.

Fot. gdyniasport.pl

Na temat koszulek słyszałem różne komentarze. Według mnie poza kolorem nie miały one niestety nic wspólnego z Biegiem Niepodległości. Z przodu umieszczona była komiksowa grafika prezentująca znane już z wcześniejszych biegów obrazy dotyczące zachowania zasad fair play podczas biegu. Na plecach umieszczone było logo sponsora. Nie było żadnego odznaczającego się tekstu mówiącego o tym, że jest to właśnie koszulka z Biegu Niepodległości.

Oczywiście jest to tylko moje zdanie. Każdy podszedł do sprawy według własnego uznania. Część ludzi startowała w tych właśnie koszulkach. Pozostali wystartowali w swoich. Ja pobiegłem w mojej ulubionej i sprawdzonej już koszulce Surge Polonia … a i kolorem dopasowałem się do swojego miejsca we fladze 🙂 A wydaje mi się, że dużo bardziej odpowiednia dla uczczenia odzyskania niepodległości. Generalnie uzyskany efekt jak najbardziej na plus. Niestety brak jakiejkolwiek identyfikacji z Biegiem Niepodległości to według mnie duży minus. Gdyby np. w pakiecie znalazł się jeszcze kotylion … no nic, stało się. Może w przyszłym roku organizator postara się trochę lepiej.

 

W trakcie biegu.

Nastroje w strefach czasowych były dobre. Ludzie rozmawiali, żartowali. Nie było widać żadnego stresu przedstartowego. Każdy z nas chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Wszędzie było widać biało czerwone barwy. Czuło się, że jest to specjalny bieg.

Start odbył się w sposób ostatnio praktykowany w Gdyni, czyli etapami. Co kilka minut puszczana była kolejna strefa startowa. Ja startowałem ze strefy granatowej, tj. z planowanym czasem ukończenia biegu w granicach 45-49 minut.

Pierwszy kilometr przebiegłem w czasie 4 minut i 46 sekund. Niestety nie było to tempo zadowalające. A już na pewno nie w przypadku walki o nowy rekord życiowy. Może częściowo było to spowodowane jeszcze sporym tłokiem na początku biegu. Na drugim kilometrze zrobiło się już nieco luźniej. Udało się przyśpieszyć. Wtedy jeszcze mój kumpel był w zasięgu wzroku. Niestety, moje piszczele zaczęły dawać o sobie znać. Biegłem dalej. Na trzecim kilometrze oprócz nóg zaczęła mi też szwankować głowa. Spojrzałem na zegarek. Przy fladze oznaczającej przebiegnięcie trzeciego kilometra miałem czas 14 minut i 29 sekund. Oznaczało to średnie tempo na tym odcinku w okolicach 5:07 min/km. Stanowczo za wolno.

Chyba wtedy właśnie skapitulowałem. Kolejne kilometry przebiegałem z coraz gorszym czasem. Kolejne 4 kilometry to czasu powyżej 5 min (5:10, 5:08, 5:12, 5:14). Nie było już sensu walczyć o dobry czas. Nie dałbym rady. Dobiegłem do końca ulicy Świętojańskiej. Od tego momentu było już z górki. Tam też spotkałem znajomą, która walczyła o złamanie 50 minut. Niestety wyglądała na mocno zmęczoną. Na moment nawet przystanęła. Momentalnie do niej doskoczyłem, klepnąłem w ramię i krzyknąłem żeby walczyła. Wtedy może też poczułem jakieś dodatkowe siły. Biegłem, kątem oka obserwując moją współtowarzyszkę niedoli. Razem dobiegliśmy do Bulwaru Nadmorskiego. Tak znowu był chwilowy kryzys. Mam nadzieję, że to właśnie moje okrzyki w jej stronę spowodowały, że ruszyła dalej. Niestety zabrakło jej kilkunastu sekund do wykonania planu, ale … następnym razem na pewno będzie lepiej.

 

Ostatecznie ukończyłem bieg z czasem 0:49:59. Fuksem zmieściłem się w 50 minutach 🙂 Niestety nie jestem zadowolony z tego biegu. Nie wiem jaka była przyczyna tego niepowodzenia. Może po prostu „zmęczenie materiału” po całym sezonie. Może zbyt mocne treningi przed samym biegiem. A może po prostu nie byłem do końca przekonany do tej walki.

W przyszłym roku postaram się poprawić 🙂

 

 

 

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close