Top Menu

Stało się. 2 AMBER EXPO Półmaraton Gdańsk przeszedł do historii. Ponad 3 tysiące biegaczy opanowało wczoraj główne ulice miasta. Pogoda dopisała idealnie. Nie było zbyt ciepło, bo ok. 12 st. C. Nie padało. Nawet zapowiadany przez meteorologów wiatr sobie odpuścił. Pogoda idealna do biegania. Trasa płaska, odpowiednia na bicie życiowych rekordów. Ostatecznie sklasyfikowanych zostało 3250 biegaczy. Pierwszy linię mety przekroczył Błażej Brzeziński z czasem 1:05:21. Ostatnia osoba dotarła do mety z czasem 3:08:02 (brutto). Ja uplasowałem się mniej więcej w połowie stawki. Bieg na dystansie 21,097 km ukończyłem z czasem netto 1:47:58 (brutto 1:50:04).

 

Trochę liczb.

Na liście startowej gdańskiego półmaratonu znajdowało się 3867 biegaczy. Dla porównania w pierwszej edycji tego biegu na liście startowej było 2339 nazwisk. To aż o 1528 osób więcej, co daje wzrost frekwencji o prawie 40%. Ładnie, nie? Na starcie stanęło 3275 osób. Niestety 25 z nich z różnych przyczyn musiało zejść z trasy i nie ukończyło biegu. Ostatecznie do mety dotarło 3250 biegaczy, w tym 814 kobiet i 2436 mężczyzn.

A już wyczytałem, że w przyszłym roku organizatorzy przewidują ok. 6 tys. startujących !!!

 

Dzień przed startem.

O moich planach m.in. na ten dzień mogliście przeczytać w artykule Tydzień przed półmaratonem. A jak wyglądał on w rzeczywistości?

Pobudka ok. godz. 7 i lekkie śniadanie (bułka z dżemem). Po śniadaniu odwiozłem żonę do pracy (dobry ze mnie mąż, prawda?). Po powrocie zjadłem drugie śniadanie, tj. płatki owsiane z jogurtem. Później kawa u rodziców i ok. godz. 14 pojechałem z córką odebrać żonę z pracy. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do biura zawodów odebrać pakiet startowy. Udało mi się również skorzystać z wygranych w konkursie badań Delos przeprowadzanych przez RehaSport Clinic. Po powrocie do domu zjedliśmy szybki obiad. Ja, przygotowany wcześniej makaron z z mięsem drobiowym i sosem bolognese, a dziewczyny pizzę. Oczywiście ja też skusiłem się na 2 kawałki. Słyszałem, że pizza to też dobre źródło węglowodanów. Nie wiem czy to prawda.  Domowa – może, mrożona – raczej nie. Do samej kolacji czułem się już mocno objedzony. Ostatecznie ok. godz. 20 zdecydowałem się na jeszcze jedną miskę makaronu z sosem. W ciągu całego dnia wypiłem ponad 2,5 litra wody, w tym 0,6 litra napoju hipotonicznego przygotowanego z proszku ALE Race. Przekąski to banany i batony proteinowe Sante Go On. Na koniec dnia relaksująca kąpiel i o godz. 22 byłem już w łóżku.

Następnego dnia planowałem pobudkę o godz. 6:30. W nocy zmienialiśmy czas z letniego na zimowy, dzięki czemu zyskałem dodatkową godzinę na sen. Niestety mój zegar wewnętrzny nie przestawił się tak szybko i obudziłem się już przed godz. 6 rano. Poszedłem do sklepu po świeże bułki dla mnie i moich dziewczyn. Później lekkie śniadanie, tj. bułka z dżemem i banan. Na godzinę przed startem poszedł jeszcze jeden banan i baton proteinowy. Aby w trakcie biegu być dobrze nawodnionym, od pobudki do godz. 9 wypiłem ok. 1 litra wody wysokomineralizowanej.

Razem z kumplem Piotrem dotarliśmy na miejsce startu w okolicach godz. 8:30. Ze znalezieniem miejsca parkingowego nie było problemu. Dostępny był płatny parking przy stadionie piłkarskim. Samochód można było też zaparkować za darmo, np. na parkingu urzędu skarbowego. W wielkiej hali targów Amber Expo rozmieszczone były strefy kibiców i biegaczy. W strefie kibica maluchy mogły pobawić się na dmuchanym zamku. Dla kibiców przygotowany był telebim z transmisją „na żywo” oraz dla wygody krzesła i stoliki. Obok znajdowały się trybuny i meta. W drugiej części hali, dostępnej tylko dla biegaczy, znajdowały się przebieralnie, punkty depozytowe, stołu do masażu (tak na oko. ok. 30 szt.), strefa odpoczynku z leżakami oraz punkty odżywcze.

Po godz. 9 rozpoczęliśmy rozgrzewkę. Kto chciał mógł skorzystać z rozgrzewki prowadzonej przez Jerzego Skarżyńskiego.

Zbliżała się godzina startu. Biegacze powoli zajmowali swoje miejsca w wyznaczonych strefach czasowych. Piotr poszedł do przodu, ponieważ planował złamanie 1:45, a ja zostałem z tyłu. Ustawiłem się w strefie 1:50 – 1:59.

O godz. 9:55 wystartowały wózki, a równo o 10 do walki ruszyło ponad 3 tys. biegaczy.

 

Moja taktyka na półmaraton.

Start w Amber Expo Półmaraton Gdańsk był moim debiutem na tym dystansie. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Taki dystans przebiegłem kilka razy w trakcie niedzielnych wybiegań, ale co innego jest biec na treningu, a co innego na zawodach. Jest adrenalina, są inni zawodnicy, jest chęć pokazania się. Satysfakcjonującym wynikiem byłoby dla mnie złamanie 2 godzin, ale za cel postawiłem sobie przebiegnięcie tych 21 km z kawałkiem, w czasie krótszym niż 1 godzina i 50 minut. To z kolei przekładało się na średnie tempo 5:13 min/km. Ciężkie do uzyskania na całym dystansie, ale pomyślałem, że powalczę. W końcu to debiut!

Na stronie opaskanamaraton.pl wygenerowałem opaskę z rozplanowanymi tempami i czasami na poszczególnych kilometrach wyścigu, tzw. pace band. Plan zakładał zmianę tempa co 3 km i wyglądał tak:

kmśr. tempoczas narastająco
0-35:27 min/km0:16:21
4-65:19 min/km0:32:18
7-95:15 min/km0:48:03
10-125:13 min/km1:03:42
13-155:11 min/km1:19:15
16-185:07 min/km1:34:36
19-215:01 min/km1:49:39

Wszystko było gotowe. Wystarczyło tylko trzymać się planu.

 

W trakcie biegu.

Trasa półmaratonu prowadziła głównymi ulicami Gdańska. Znajdowały się na niej tylko 4 większe wzniesienia, które ewentualnie mogły sprawić problem biegaczom. Poza tym trasa idealna do bicia życiówek.

Wystartowałem ze strefy 1:50 – 1:59. Wiadomo jak jest zaraz po starcie. Wszyscy ruszają dosyć ostro. Tłum niesie. Poniosło też mnie. Przez pierwsze kilometry miałem biec w okolicach 5:27 min/km. Gdy mijałem flagę z napisem 1 km na zegarku zobaczyłem czas 5:04. Musiałem zwolnić żeby wystarczyło mi sił na później. Tym bardziej, że zaraz za tą flagą zaczynał się pierwszy podbieg. Chwilę później widziałem już pierwsze ofiary zbyt szybkiego tempa. Pod koniec 2 km pierwsze osoby zaczynały już marsz trzymając się za boki. Może stosowały metodę Gallowaya. Ten kilometr przebiegłem w tempie 5:13 min/km. To w dalszym ciągu było zbyt szybko w stosunku do planu. Podczas 3 km przebiegaliśmy obok Stoczni Gdańskiej. Zaraz za nią zaczynał się kolejny, ale zdecydowanie mniejszy podbieg. Tutaj też spotkała mnie niespodzianka. Obok ulicy zobaczyłem moich rodziców kibicujących wszystkim i wypatrujących mnie. Przybiłem „piątkę” z mamą i pobiegłem dalej. Po 3 km na zegarku wyświetlał mi się czas 15:36, czyli prawie minutę mniej niż w planie. Z jednej strony biegłem zbyt szybko, z drugiej cieszyłem się z zapasu czasu, który mógł przydać się na kolejnych podbiegach.

Kolejne 3 km to płaska droga. W trakcie biegu można było zobaczyć Park Steffensa oraz Operę Bałtycką, a w oddali charakterystyczne stoczniowe dźwigi typu Żuraw. Na 5 km rozłożona była mata kontrolna. Dalej rozstawiony był pierwszy punkt z wodą, napojami izotonicznymi i pomocą medyczną. Wolontariusze rozdawali kubki z płynami. Uwijali się jak mogli. Ja odpuściłem. Nie czułem jeszcze potrzeby uzupełniania płynów. Plan na kilometry 4-6 zakładał tempo w okolicach 5:19 min/km. Teraz biegłem niemalże zgodnie z planem, ale jednak w dalszym ciągu zbyt szybko. Na przebiegnięcie tych kilometrów potrzebowałem odpowiednio 5:17, 5:14 i 5:15. Po 6 km zegarek wskazywał czas 31:23, co w dalszym ciągu dawało mi ok. 1 minuty zapasu w stosunku do planu.

Na 7 km to spory i dosyć długi podbieg. Spora część biegaczy zwalniała w tym miejscu. Mi jakoś udało się utrzymać tempo. Podczas tego etapu biegacze mijali najpierw Centrum Handlowe Manhattan, a później Galerię Bałtycką. Na 9 km na kibiców czekała niespodzianka. Rozstawiony był tu namiot Politechniki Gdańskiej, a DJ rytmiczną muzyką zagrzewał do walki.

Wtedy zjadłem pierwszy żel energetyczny – ALE Gel Zielone jabłko. Na koniec 9 km na zegarku pojawił się czas 46:49, co dawało mi ok. 2 minut zapasu … znowu biegłem zbyt szybko.

Na 10 km rozstawiony był kolejny punkt z napojami. Biegacze mijali kolejno budynek Uniwersytetu Gdańskiego, Halę Olivię i Staw Młyński w Oliwie. Kolejny etap biegu kończyłem z czasem 1:02:05. Tutaj zapas czasu trochę się zmniejszył, ale w dalszym ciągu było go dosyć sporo, bo ponad 90 sek.

Kolejne kilometry (13-15) trasy prowadziły przez ulicę Pomorską, później Chłopską aż do Centrum Handlowego Leclerc. Na tym etapie dogoniłem pacemakerów z wcześniejszej strefy czasowej (1:40 – 1:49). Trzymanie się tej grupy zwiększało moje szanse na osiągnięcie wyznaczonego celu. Chłopaki z balonikami wykonywali zacną robotę. Motywowali biegaczy, cofali się po słabnących. Naprawdę dawali radę. Brawo! Na 14 kilometrze zjadłem kolejny żel. Tym razem był to ALE Thunder Gel wzbogacony w kofeinę. Specjalnie zrobiłem to przed kolejnym punktem z napojami, aby w razie czego móc go popić. Jednak nie było takiej potrzeby. W punkcie tym można było się też pożywić bananem. Ja chwyciłem tylko kubek napoju izotonicznego i pobiegłem dalej. Ten etap biegu ukończyłem z czasem 1:17:02 i znowu miałem ponad 2 minuty zapasu.

Kolejne 3 km to okolice Parku Reagana i ulica Czarny Dwór. Droga płaska. Tutaj dopadł mnie mały kryzys psychiczny. Delikatnie dawała znać o sobie wymęczona prawa łydka. Wystraszyłem się tego, że na sam koniec biegu może chwycić mnie skurcz. Szkoda by było. Niepotrzebnie zacząłem o tym myśleć. Ten etap przebiegłem razem z ludźmi biegnącymi z pacemakerami. Posłuchałem o czym rozmawiają, poprzybijałem piątki. Wszystko po to aby zająć głowę czymś innym, żeby nie myślała o łydce. Udało się. W dalszym ciągu utrzymywałem zapas czasu w okolicach 2 minut. Przy fladze z napisem 18 km na zegarku wyświetlał mi się czas 1:32:13.

Na 19-tym km zaczynał się ostatni większy podbieg. Był to nowy wiadukt na Trasie Sucharskiego. W oddali widać już było stadion piłkarski PGE Arena. Pacemakerzy powiedzieli, że kto czuje się na siłach może już zacząć przyśpieszać. Ja pobiegłem do przodu. O ile 19-ty km był ciut wolniejszy (5:10), to na następnych przyśpieszyłem. Czuć już było wzrost adrenaliny. Każdy wiedział, że to już ostatnia faza biegu. Tu trzeba już dać z siebie wszystko. Na przebiegnięcie 20-go km potrzebowałem 4 minut i 52 sekund. Ostatni kilometr to bieg na całego, oczywiście na tyle ile ma się sił po przebiegnięciu 20-tu km. Ja przebiegłem go z czasem 4:46. Ty był mój najszybszy kilometr z całego półmaratonu. Ostatnie 100 metrów to droga do mety, już w hali, wśród setek dopingujących kibiców. Udało się!

Ostatecznie AMBER EXPO Półmaraton Gdańsk 2015 ukończyłem z czasem 1:47:58 netto. W klasyfikacji liczył się co prawda czas brutto, czyli w moim przypadku 1:50:04. To pozwoliło mi na zajęcie 1374 miejsca w kategorii Open, 1245 miejsca wśród mężczyzn oraz 308 w kategorii wiekowej M35. Nie biegłem zgodnie z tym co sobie wcześniej zaplanowałem. Z opaski korzystałem jedynie do kontrolowania czasu osiągniętego na koniec każdego etapu.

Najważniejsze jednak było to, że udało mi się zrealizować cel – przebiegłem swój pierwszy półmaraton w czasie krótszym niż 1 godzina i 50 minut.

 

Zobacz wyniki wszystkich biegaczy startujących w Amber Expo Półmaraton Gdańsk 2015.

 

Na mecie.

Na mecie była chwila na złapanie oddechu. Tu czekał na mnie Piotr, któremu również udało się osiągnąć cel – załamał 1:45 w półmaratonie. Chwilę później jeden z wolontariuszy wieszał mi już medal na szyi. Byłem zmęczony, a jednocześnie bardzo zadowolony i dumny.

Fot. MaratonyPolskie.pl

 

Po przekroczeniu mety wszyscy biegacze kierowani byli na halę B, gdzie można było zaspokoić pierwszy głód, uzupełnić płyny czy skorzystać z masażu. Organizator przygotował dla biegaczy banany, ciasto drożdżowe, wodę oraz napoje izotoniczne. Było tego … bardzo dużo. Ja sam wypiłem chyba 4 kubki izotonika, zjadłem 2 kawałki drożdżówki i banana. Po chwili odpoczynku i uspokojeniu oddechu odebraliśmy depozyt. Później poszliśmy dużą halę, gdzie spotkałem rodziców. To był odpowiedni moment na pierwsze zdjęcia. Później każdy z nas zjadł po talerzu zupy regeneracyjnej. Kolejne zdjęcia na ściance, rozmowy ze znajomymi. Przeżywanie tego wszystkiego co działo się podczas biegu.

Nie potrafię powiedzieć co czuje biegacz, który przekracza linię mety. Przeważnie jeżeli jest to debiut (i to udany) na danym dystansie. Nie raz słyszałem „po co ci to bieganie?”, „nudzisz się?”. Zrozumie to tylko ten, kto sam tego dokona. Człowiek mimo wielkiego zmęczenia, mimo braku tlenu w płucach, czuje wielką radość. Ma świadomość dobrze wykonanej roboty. Tyle pozytywnej energii. Tyle pewności siebie. Udało się! Dałem radę! Jak na jakimś haju. Pewnie to przez te endorfiny. W końcu nie jest to zwykłe bieganie. To jest półmaraton! Polecam każdemu – niech choć raz spróbuje. Wtedy pogadamy.

Swoją drogą … aż strach pomyśleć co może się dziać po ukończeniu królewskiego dystansu. Niewykluczone, że w przyszłym roku przekonam się o tym na własnej skórze.

 

Mój półmaraton na wykresach

A ty jakie masz wspomnienia po swoim pierwszym półmaratonie? Może też debiutowałeś w Amber Expo Półmaraton Gdańsk? Jak wam poszło? Czekam na wasze komentarze.

 

 

 

Fotografia z nagłówka wykonana przez Maratomania.pl/Labosport.pl.

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close