Top Menu

Podczas ostatniego weekendu odbyło się kilka ciekawych imprez biegowych. Ja uczestniczyłem w dwóch z nich. Pierwszą taką imprezą była organizowana w sobotę III edycja Grand Prix w biegach górskich, Gdynia 2015. Łącznie na dwóch dystansach wystartowało tu ponad 330 biegaczy. Zmagania z dłuższą trasą (10,5 km) ukończyło 176, a z krótszą (5,25 km) – 151. Drugim biegiem, w którym startowałem był charytatywny bieg “Piątka dla Hani”. Każdy mógł spróbować tu swoich sił na dystansie 5 km, a przy okazji pomóc 7-letniej dziewczynce zmagającej się z chorobą nowotworową.

 

III edycja Grand Prix w biegach górskich, Gdynia 2015.

W sobotę, 27 czerwca, odbyła się już III edycja Grand Prix Gdyni w biegach górskich. Tak jak w każdej poprzedniej edycji, tak i teraz każdy startujący miał do wyboru dwie długości trasy. Krótsza miała długość 5,25 km. Na dłuższą składały się 2 pętle, które łącznie dawały dystans 10,5 km.

Pogoda nie rozpieszczała biegaczy. Jedynym schronieniem przed prażącym słońcem były korony drzew, których na szczęście w lesie nie brakuje. Organizatorzy wzięli pod uwagę panujące w tym okresie warunki pogodowe i przygotowali punkt z wodą. Po pierwszej pętli można było przepłukać usta lub schłodzić głowę, a na mecie na każdego biegacza czekała butelka wody i napój energetyczny.

Wśród mężczyzn na dystansie 10,5 km, po raz trzeci w tym roku, zwyciężył Robert Sadowski z czasem 0:42:13. Wśród kobiet, pierwsza linię mety przekroczyła Magdalena Święcka uzyskując czas 0:50:20. Na krótszym dystansie zwyciężyli odpowiednio Mateusz Wensław z czasem 0:20:14 oraz Iwona Sikora z czasem 0:27:38.

Ja wystartowałem na dłuższym dystansie. Nie nastawiałem się na jakieś wielkie ścigania, ale na pewno chciałem się porządnie zmęczyć. I tak też się stało. Wyścig ukończyłem z czasem 1:05:13. Nie oszczędzałem się, a czas który straciłem na podbiegach starałem się nadrobić podczas zbiegów. Średnie tempo mojego biegu wyniosło ok. 6 min/km. Jak na taki wymagający bieg … jestem zadowolony.

 

Bieg charytatywny “Piątka dla Hani”.

Po dosyć wymagającym sobotnim biegu w Gdyni, w niedzielę nadeszła chwila na bieg bardziej dla przyjemności niż dla wyniku. Był to bieg organizowany przy gdańskim stadionie PGE Arena, podczas którego zbierane były fundusze na leczenie 7-letniej dziewczynki z chorobą nowotworową. Odzew wśród biegaczy był bardzo duży i myślę, że zaskoczył nawet samych organizatorów. Mimo, że limit uczestników przewidziano na 500 osób, zainteresowanych uczestniczeniem w tym biegu było dużo więcej. Kto nie zdążył zapisać się na bieg mógł wspomóc akcję poprzez uczestnictwo w biegu wirtualnym. Dodatkowo dla najmłodszych organizowany był darmowy bieg na dystansie 200 metrów, który dał dzieciakom mnóstwo zabawy … no i oczywiście wspaniały medal i upominki.

Mimo pochmurnego poranka przy stadionie zjawiło się na prawdę bardzo dużo osób. Tak jakby na życzenie organizatorów tuż przed startem dzieciaków zza chmur wyszło słońce, które nie zniknęło już do końca imprezy.

Bieg główny odbywał się na dystansie 5 km. Trasa biegu prowadziła dookoła stadionu oraz przez pobliski parking.

Ostatecznie linię mety przekroczyło 391 biegaczy. Najszybszy wśród mężczyzn był Dawid Kurszewski, którą osiągnął czas 0:16:45. Wśród kobiet najlepszy wynik osiągnęła Małgorzata Tuwalska – 0:19:39. Ja bieg ukończyłem z wynikiem 0:23:30, co pozwoliło mi na zajęcie 102 pozycji w klasyfikacji Open. Bieg uważam za udany. Mimo dosyć wysokiej temperatury i niezbyt lubianego przeze mnie dystansu pobiegłem w dobrym tempie i osiągnąłem czas zbliżony do moich najlepszych wyników.

Jednak najważniejszym w tym biegu wcale nie był wynik. Liczyło się to żeby pomóc małej dziewczynce. I tak też się stało. Na chwilę obecną nie posiadam informacji na temat tego ile dokładnie pieniędzy udało się zebrać. Mogę się jedynie domyślać. Może nie były to duże pieniądze w stosunku do potrzeb przy leczeniu choroby nowotworowej, ale jednak zawsze to jakieś dodatkowe fundusze. Poza tym, liczba osób która zjawiła się przy stadionie dodatkowo podnosiła na duchu i pokazywała, że na biegową brać zawsze można liczyć.

 

 

 

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close