Top Menu

W zeszły piątek, tj. 19 czerwca, o godz. 23:59 wystartował XI Nocny Bieg Świętojański z PKO Bankiem Polskim. Linię startu przekroczyło ponad 6500 biegaczy. Pozwoliło to pobić dotychczasowy rekord frekwencji. Ostatecznie, według nieoficjalnych wyników, bieg ukończyło 6494 biegaczy. Pierwsze miejsce wśród mężczyzn zajął Kenijczyk Gilbert Kipkosgei, który osiągnął wynik 0:29:42. Wśród kobiet pierwsza linię mety przekroczyła Agnieszka Mierzejewska z czasem 0:33:47.

Dla mnie miał być to bieg treningowy. Ostatnio, z powodu bólu pleców, zrobiłem mało treningów. Nie myślałem nawet o tym żeby powalczyć do nowy rekord. Miało być na spokojnie, w granicach 50-60 minut.

Na miejsce przyjechałem w okolicach godziny 23. W lusterku widziałem jak wystawiane są za mną barierki na ul. Świętojańskiej. Nawet bez problemu udało mi się znaleźć miejsce do zaparkowania niedaleko Skweru Kościuszki. Do startu miałem sporo czasu. Na spokojnie przyszykowałem się do biegu. Zrobiłem porządną rozgrzewkę. Było nawet trochę rozciągania 🙂

Ok. 23:50 ustawiliśmy się w swojej strefie startowej i czekaliśmy na ostateczne odliczanie. O godzinie 23:59 syrena z ORP Błyskawica dała sygnał do startu pierwszej grupy biegaczy. Kolejne strefy w kilkunastosekundowych odstępach. Mimo tylko startujących biegaczy nie było nawet zbyt dużego tłoku na starcie. Może akurat dobrze trafiłem.

Warunki były idealne – nie było za ciepło, ale też nie było za zimno, powietrze rześkie. Bez stresu, celując w tempo treningowe, pobiegłem na trasę biegu. Biegło mi się przyjemnie. Nic nie zapowiadało tego co za chwilę miało się stać.

 

Nowe doświadczenia

Mniej więcej na 3 km poczułem świdrujący ból brzucha. Momentalnie przyjemny bieg zmienił się w koszmar. Z każdym krokiem czułem jak mój żołądek robi się coraz większy. Zwolniłem. Pomyślałem, że przejdzie. Tym bardziej, że nie jadłem nic dziwnego na kilka godzin przed biegiem. Praktycznie ostatni posiłek zjadłem kilka minut po godzinie 19 i były to płatki owsiane z jogurtem. Wcześniej na obiad – makaron z truskawkami.

Niestety z każdym kolejnym krokiem było coraz gorzej. Doczłapałem się do flagi z oznaczeniem 5 km. Myślałem, że przy punkcie z wodą będą też wystawione przenośne toalety. Niestety nic takiego nie znalazłem. W tym momencie zatrzymałem się i pierwszy raz przez chwilę zastanawiałem się czy nie zejść z trasy. Ostatecznie zdecydowałem, że jakoś dam radę. Szkoda mi było stracić „trzeciego ludzika”. Próbowałem skierować swoją uwagę na co innego. Niestety na długo to nie pomogło. Kolejne skurcze żołądka dawały mi się we znaki. Z jednej strony chciałem jak najszybciej dostać się na metę aby móc skorzystać z … wiadomo czego. Z drugiej nie mogłem biec zbyt szybko aby nie spowodować katastrofy ekologicznej na ulicy Świętojańskiej. Byłą to droga przez mękę.

Jakimś cudem dotarłem „cały” na Bulwar Nadmorski. Do mety zostały mi tylko i aż 2 km. Niestety na wysokości teatru Muzycznego dorwał mnie kolejny kryzys. Wmówiłem sobie, że na tym etapie nie mogę się już poddać. Nie ważne co będzie się działo dotrę do mety. I tak się stało. Wytrzymałem. Dałem radę. Przebiegnięcie 10 km trasy w tym stanie zajęło i niecałe 54 minuty. Myślę, że to i tak dobry wynik. Kto wie, może nawet gdyby nie ta przypadłość, to może pokusiłbym się jednak na walkę o dobry wynik. Fizycznie biegło mi się naprawdę dobrze. Nogi pracowały elegancko. Zero zmęczenia. Patrzyłem na ludzi, których miałem na bulwarze i na prawdę niektórzy wyglądali na strasznie zmęczonych. Ja miałem duży zapas energii. Był tylko ten jeden problem …

Jak to mówią, wszystkiego trzeba spróbować. Jestem zadowolony z tego, że mimo problemów udało mi się dotrwać do końca, nie zszedłem z trasy i ukończyłem kolejny bieg. Zdobyłem nowe doświadczenie, ale … wolałbym żeby takie akcje się już nie powtarzały.

 

fot. gdyniasport.pl

 

 

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

  • Daw-Pil

    Szacunek i gratulacje za wynik. Takie teksty są olbrzymią porcją inspiracji. Na 10 km jeszcze się nie porywam, ale myślę że w przyszłym roku spokojnie dam radę i dołączę do Ciebie i reszty w biegu PKO. Pozdr!

  • monikk

    wow, super zdjęcia . fajnie to wygląda 🙂 pko fajną oprawę zrobiło

Close