Top Menu

W sobotę, 9 maja, odbył się kolejny bieg zaliczany do prestiżowego cyklu PKO Grand Prix Gdynia – Bieg Europejski. Dystans 10 km gdyńskimi ulicami pokonało 5380 zawodników. Ja ten bieg potraktowałem jako swego rodzaju sprawdzian formy przed rozpoczęciem planu treningowego do półmaratonu.

Pogoda w sobotnie popołudnie idealnie nadawała się do biegania. Nie było gorąco. Na niebie było trochę ciemnych chmur, które groziły deszczem. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Wiatr był delikatny. Ani nie przeszkadzał, ani nie pomagał.

Punktualnie o godzinie 15 wystartowały pierwsze dwie grupy najbardziej zaawansowanych biegaczy. Kolejne strefy startowały co ok. 2 minuty. Ja, zgodnie z moim najlepszym wynikiem z poprzedniego roku,  ustawiłem się w strefie granatowej, czyli wśród biegaczy celujących w czas pomiędzy 45 a 50 minut.

Jeszcze pół godziny przed startem nie byłem pewien czy dać z siebie wszystko podczas biegu, czy jednak pobiec bardziej na luzie – tak na zaliczenie. Ostatecznie postanowiłem, że opuszczę ciepłą strefę komfortu i powalczę o jak najlepszy wynik.

 

Analiza biegu

Każdy kto startował w gdyńskim Grand Prix w biegach ulicznych we, że pierwszy kilometr jest najwolniejszy. Po pierwsze trzeba wskoczyć w odpowiedni rytm. Po drugie powalczyć trochę z wolniejszymi biegaczami biegnącymi z przodu. Tak przy okazji, pozdrawiam czwórkę znajomych biegnących obok siebie, praktycznie całą szerokością ulicy Jerzego Waszyngtona. Brakowało tylko żeby trzymali się za ręce. Na szczęście udało mi się jakoś ich wyminąć. Ostatecznie przy fladze oznaczającej 1 kilometr na zegarku miałem 4 minuty i 50 sekund. No właśnie, flagi oznaczające poszczególne kilometry. Każdy, kto biegł w tym wyścigu, pewnie zauważył, że organizator wprowadził drobne zmiany – flagi ustawione były w kolejności malejącej, czyli na 1 kilometrze stała flaga z nr 9, na 2 kilometrze flaga z nr 8, itd. Czytając komentarze w Internecie zauważyłem jeden, który mnie szczególnie rozbawił. Autor tego wpisu twierdził, że takie ustawienie flag wprowadziło go w błąd i w związku z tym źle rozłożył sobie siły podczas biegu. Może myślał, że po tych kilku minutach biegu jest już na 9 km i dał z siebie wszystko. Nie wiem. Nie wnikam. Może go po prostu nie zrozumiałem. Mi takie oznaczenie nie przeszkadzało. Kolejne kilometry przebiegłem w zbliżonych czasach, tj. odpowiednio 4:44 i 4:42 na 2 i 3 km.

Pierwszy, trudniejszy dla mnie moment, pojawił się na 4 kilometrze, tj. na podbiegu na wiadukt kolejowy przy skrzyżowaniu ulicy Polskiej i Janka Wiśniewskiego. W tym miejscu zawsze mam lekki kryzys. Muszę przyśpieszyć oddech. Na szczęście to wzniesienie nie jest zbyt długie ani bardzo strome. Na przebiegnięcie tego kilometra potrzebowałem 4 minut i 47 sekund.

5 kilometr, czyli ul. Jana z Kolna, okolice Hali Targowej, to bieg po płaskim. Było trochę ciasno, ale jakoś dało się biec bez większej zmiany tempa. Po kolejnych 4 minutach i 48 sekundach mijałem półmetek biegu. Według oficjalnego pomiaru wykonanego przez firmę STS Timing, na przebiegnięcie połowy dystansu potrzebowałem 24 minut i 5 sekund.

Plan był taki żeby przebiec 5 kilometrów w miarę szybkim tempie, ale zachowując siły na drugą połowę biegu. Po drobnym zamieszaniu przy punkcie z wodą (ludzi nagle zaczęli się zatrzymywać aby wziąć kubek z wodą) biegliśmy dalej. Wtedy usłyszałem od kumpla z którym biegłem hasło “Arek, teraz przyśpieszamy”. Prawdopodobnie w tym momencie się uśmiechnąłem, ale nie wiem czy to zauważył. W ogóle praktycznie przez cały bieg byłem bardzo milczący. Powiedziałem może tylko kilka zdań. Cichy, milczący, ale za to bardzo skupiony na tym co robiłem. Biegło się dobrze. Czułem, że może być dobry wynik. Nie chciałem tego zawalić.

Kolejne kilometry przebiegałem coraz szybciej. 6 kilometr przebiegłem w czasie 4 minut i 43 sekund. Kolejny, 7 kilometr to początek długiego wzniesienia, znienawidzonego przez większość biegaczy, czyli Plac Kaszubski i ul. Świętojańska. Tutaj spotkałem Szymona Jachimka z kabaretu Limo, z którym zamieniłem kilka szybkich zdań. Ten odcinek pokonałem w czasie trochę wolniejszym w stosunku do poprzedniego, tj. 4 minuty i 48 sekund.

8 kilometr to już zbieg w stronę Bulwaru. Tam można było nadrobić trochę czasu. I tak się stało. Na przebiegnięcie tego odcinka potrzebowałem 4 minut i 24 sekund. Na 9 kilometrze znajdował się nawrót o 180 stopni, co trochę wybijało z rytmu. Na dodatek było tam dosyć ciasno i trzeba było uważać żeby niczego zepsuć w tym momencie. Szkoda by było się przewrócić na 2 kilometry przed metą. Prawdopodobnie przez to czas tego kilometra był trochę wolniejszy, tj. 4 minuty i 31 sekund.

Rozpoczął się ostatni kilometr biegu. Wtedy od mojego kumpla usłyszałem hasło, którego tutaj nie powtórzę, ale zapewniam że było bardzo motywujące. Dałem z siebie wszystko. Siła w nogach była. Krok długi. Kadencja idealna. Niestety z oddechem nie było już tak dobrze. Mimo szybkich i głębokich wdechów nie byłem w stanie nabrać w płuca tyle powietrza ile było potrzebne. Trochę się pogubiłem. Zresztą … jest to odcinek, który najmniej lubię. Wiem, że jest to końcówka biegu, że muszę przycisnąć i może właśnie dlatego zaczyna mi trochę szwankować głowa. Dzięki kolejnym ponagleniom kumpla, na ostatnim kilometrze udało mi się wybiegać rekordowy czas w tym biegu, tj. 4 minuty i 18 sekund.

Wpadłem na metę. Po kilku krokach wyłączyłem zegarek. Spojrzałem na ekran i zobaczyłem .. dystans 10,1 kilometra, czas biegu 0:47:08. Jest! Wszystko wskazywało na to, że będzie nowa życiówka. Po kilku minutach wszystko było już jasne. Oficjalny czas podany przez organizatora to 0:47:04. Poprzedni rekord, ustanowiony latem zeszłego roku, podczas biegu Verve Sopot Run (0:47:58) został poprawiony prawie o minutę.

Uzyskany czas, według póki co nieoficjalnych wyników, pozwolił mi zająć 1402 miejsce w kategorii Open na 5380 biegaczy, którzy ukończyli ten bieg. Według mnie bardzo dobry wynik.

 

Teraz napiszę coś czego część ludzi czytających te słowa może nie zrozumieć. Mimo totalnego zmęczenia, mimo braku oddechu, mimo pęcherzy na stopach … ukończenie tego biegu z takim wynikiem dało mi naprawdę wiele radości. Tego co czułem przekraczając metę i schylając głowę podczas nakładania medalu na szyję nie da się tego nawet opisać. Tego trzeba spróbować!

 

W tym miejscu jeszcze raz chciałbym podziękować mojemu kumplowi Patrykowi, dzięki któremu uzyskałem tak dobry czas. Biegły moje nogi, ale to On pomagał mi utrzymać dobre tempo, a co najważniejsze w okresach kryzysu “pracował” nad moją głową i nie pozwalał się poddać. Ba, nie pozwalał nawet o tym pomyśleć. Dzięki stary!

 

 

 

Test przed treningiem do półmaratonu.

Tak jak pisałem Wam już wcześniej, głównym biegiem w tym sezonie jest dla mnie Amber Expo Półmaraton Gdańsk. Podczas przygotowań do tego biegu będę korzystał z planu treningowego przygotowanego przez Jacka Danielsa. Przed rozpoczęciem pracy potrzebne jest ustalenie aktualnego poziomu wytrenowania. Krótko mówiąc należy wykonać bieg, w którym pokaże się swoje możliwości. Uznałem, że Bieg Europejski będzie bardzo dobrym momentem na wykonanie tego testu. Podczas treningu nigdy nie pobiegnie się tak szybko jak podczas wyścigu. Dodatkowo czułem, że jestem w stanie uzyskać dobry czas. Poza tym dystans 10 kilometrów jest dużo bardziej miarodajny i wiarygodny niż krótsze biegi.

Uzyskany podczas biegu rezultat, pomógł mi wyznaczyć wskaźnik używany przez Danielsa i określony skrótem VDOT o wartości 43. To z kolei pomoże mi w wyznaczeniu odpowiednich temp biegu dla różnych rodzajów treningów. Ale o tym później …

 

Co teraz?

Rozpoczynam pierwszą fazę treningu, tj. w dalszym ciągu biegi spokojne, ale już bardziej usystematyzowane, z liczeniem kilometrów i trzymaniem się odpowiedniego tempa wyznaczonego z tabel Danielsa. Natomiast w najbliższy weekend kolejny bieg z cyklu Grand Prix Gdyni w biegach górskich oraz 1. PZU Maraton Gdańsk. W tym pierwszym wystartuję. Tak więc do zobaczenia w Pustkach Cisowskich. Podczas maratonu będę starał się udokumentować poczynania biegaczy na fotografiach. Życzę powodzenia wszystkim startującym.

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close