Top Menu

W związku ze startem w Wings for life, w tym roku na majówkę wybrałem się wraz z rodzinką do Poznania. Poznań to także jedna z lokalizacji biegów Parkrun, także grzechem byłoby niewykorzystanie okazji i opuszczenie tego biegu. Ale po kolei …

Przyjechaliśmy do Poznania w piątek po południu. Po zameldowaniu się w hotelu wybraliśmy się na spacer brzegiem jeziora. Dotarliśmy do miejsca, w którym następnego dnia miała odbyć się impreza będąca celem naszej podróży. Ekipa techniczna zaczynała dopiero stawiać scenę i namioty.

Tak jak pisałem wcześniej głównym celem wizyty był charytatywny bieg Wings for life, ale będąc w Poznaniu nie mogłem ominąć innej imprezy biegowej odbywającej się cyklicznie w Poznaniu, tj. Parkrun Poznań.

Bieg ten odbywa się oczywiście co sobotę o godz. 9:00 w Parku Cytadela. To świetne miejsce na tego typu imprezy. Nie wiedziałem czy szybko trafię na miejsce spotkań, dlatego wyjechałem wcześniej. Oczywiście dotarłem do parku z dużym zapasem czasu. Dzięki temu miałem chwilę na rozmowę z chłopakami organizującymi tą imprezę w Poznaniu. Gdy zjawili się już wszyscy zainteresowani i nadszedł czas na bieg, wszyscy poszliśmy na linię startu. Tam jeszcze raz zostaliśmy przywitani przez wszystkich poznańskich parkrunowiczów. Specjalnie piszę “przywitani”, ponieważ nie byłem jedynym gościem. Na sobotnim biegu pojawił się też kolega z Krakowa, który tak jak ja będąc w Poznaniu chciał zaliczyć bieg w tej lokalizacji.

Biegło się dobrze, chociaż słońce dawało się we znaki. Jak się okazało na drugi dzień, to był dopiero przedsmak tego co nas spotka podczas biegu Wings for life. Park bardzo ładny, pełen zieleni i wielu alejek. Trasa biegu dosyć kręta. Było też kilka podbiegów. Niezbyt stromych, ale jednak podbiegów.

Chciałem zachować siły na następny dzień, ale jako gość nie mogłem też wypaść zbyt słabo. Ostatecznie bieg zakończyłem na 72 pozycji z czasem 0:24:59. Na koniec jeszcze wspólne zdjęcie i wszyscy rozeszliśmy się do domów.

Po powrocie do pokoju zjadłem śniadanie i wybraliśmy się całą rodzinką do Biura zawodów biegu Wings for life. Nie wiem jak wyglądał odbiór pakietów w dniu biegu, ale w sobotę wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Oczywiście była mała kolejka, ale nie było strasznie. Cała procedura odbioru pakietu startowego zajęła mi może z 10 minut. Później był już tylko relaks na pobliskich Termach Maltańskich.

Następnego dnia pozwoliłem sobie trochę dłużej pospać. Później szybki prysznic i obfite w “węgle” śniadanie. Po śniadaniu miałem jeszcze 3 godziny do startu. Mogłem spokojnie przygotować się do startu. Około godziny 12 byliśmy wszyscy na miejscu. Niestety przez to, że dosyć długo musiałem czekać na gofra dla mojej córki, nie zdążyłem zrobić prawdziwej rozgrzewki. Kilka minut truchtu i parę podskoków musiało mi wystarczyć.

Moim celem podczas biegu było przebiegnięcie dystansu półmaratonu. Aby tego dokonać powinienem biec średnim tempem 5:20 min/km. Pierwszy kilometr był dużo wolniejszy. Spowodowane było to głównie dosyć sporym tłokiem. Biegacze rozciągnęli się dopiero po ok. 5 km. Do 10 km biegłem tempem zbliżonym do zakładanego. Przez ten czas biegło się po ulicach miasta, gdzie często było słychać głośny doping. Dawało to dodatkowego kopa. Niestety po 10 km nadszedł kryzys. Czułem, że z każdym krokiem słabnę. Słońce prażyło. Pić się chciało. Wodę, którą pobierałem w “wodopojach” wykorzystywałem głównie do polania pleców i schłodzenia ciała. Na 15 km na zegarku miałem pokazał czas ok 1:24:15. Wiedziałem, że po 90 minutach od startu samochód meta pojawi się na 15 km. Miałem 6 minut zapasu, ale udało mi się przebiec jeszcze ok. 2 km. Ostatecznie bieg ukończyłem pomiędzy flagami oznaczającymi 17 i 18 km. Mój oficjalny wynik to 17,54 km.

Niestety nie udało się zrealizować założonego celu. Nauczyłem się za to kilku rzeczy, które przydadzą się podczas przygotowań do październikowego startu w gdańskim półmaratonie. Na pewno muszę więcej czasu poświęcić na poprawienie wytrzymałości tempowej. Półmaraton to nie to samo co przebiegnięcie 5 czy 10 km. Nie ma co rozpamiętywać. W przyszłym roku będzie lepiej. Ja na pewno tam będę! Trzeba brać się za ostry trening.

I jeszcze prośba do organizatorów … słyszałem, że Warszawa czai się na ten bieg. Nie róbcie tego. Nie przenoście tam biegu. Stolica ma już całe mnóstwo swoich biegów. Wystarczy jej. A Wings for life w Poznaniu to świetna impreza i jeszcze lepsza zabawa.

A w sobotę … kolejny bieg z cyklu Grand Prix Gdyni w Biegach ulicznych – Bieg Europejski.

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close