Top Menu

11 kwietnia 2015 roku odbył się pierwszy bieg z cyklu Grand Prix w Biegach górskich, Gdynia 2015. Trasa biegu prowadziła przez las na gdyńskich Pustkach Cisowskich. Fajny, kameralny bieg. W wyścigu na 10 km wzięło udział niecałe 300 osób. Na 5 km bieg zdecydowało się niecałe 200 biegaczy. Świetna atmosfera na starcie i w trakcie biegu. Ciekawa trasa. Spore wzniesienia. Wszystko to razem spowodowało, że taki rodzaj biegów spodobał mi się bardziej niż wyścigi po asfalcie.

Jeszcze przed startem.

Biuro zawodów zlokalizowane było w Szkole Podstawowej nr 16, na Pustkach Cisowskich w Gdyni. Ci, którzy tak jak ja zdecydowali się na wcześniejszy przyjazd nie mieli problemów ani ze znalezieniem wolnego miejsca na parkingu, ani z odbiorem pakietu startowego. Wydawanie numerów szło płynnie. W korytarzu szkoły można też było skorzystać z darmowych pomiarów składu ciała (zawartość tkanki tłuszczowej, mięśni, wody, itp.). Na sali gimnastycznej zorganizowany był depozyt. Obok znajdowały się szatnie z prysznicami.

Na chwilę przed biegiem sytuacja nie wyglądała już tak dobrze. Kolejka do odbioru pakietów wydłużyła się. Powstało spore opóźnienie. Koniec końców start biegu został przesunięty o 15 minut. Oczywiście, według mojej oceny,  nie było tu winy organizatorów. Jedyne co można by tu im zarzucić to to, że nie domyślili się, że większość startujących przyjedzie na ostatnią chwilę. Może 2 dodatkowe stanowiska do wydawania numerów zmniejszyły by ten poślizg. Ale … przecież 15 minut to nic strasznego. Tym bardziej, że pogoda dopisała, a wszystkie informacje były podawane na bieżąco prze spikera.

Do biegu gotowi, START!

W związku z tym, że bieg miał charakter kameralny, pierwszy raz udało mi się stanąć tak blisko linii startowej. Nowe doświadczenie. Przynajmniej raz mogłem poczuć się jak VIP.

Jako, że pierwszy raz startowałem w takim biegu (nie licząc zeszłorocznego Biegu dookoła ZOO w Gdańsku) założenie było takie aby start po prostu zaliczyć, w miarę dobrym czasie i oczywiście bez zatrzymywania. Po wspólnym odliczaniu wszyscy ostro wystartowali. Od samego startu biegło się po delikatnym wzniesieniu. Później, zgodnie z informacjami przekazywanymi wcześniej przez spikera, po niecałym kilometrze zaczynał się pierwszy podbieg. Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem sznurek biegaczy ciągnących się coraz wolniej pod górę. Tu jeszcze udało mi się biec bez zatrzymywania. Chociaż były momenty, kiedy trzeba było mocno zwolnic ponieważ ścieżka zrobiła się już wąska i nie zawsze można było wyprzedzić wolniejszych uczestników biegu. Później zbieg, na którym można było nadrobić czas, który straciło się przed chwilą na podbiegu. Później okazało się, że ten pierwszy szczyt to dopiero wstęp do tej całej wspinaczki. Kolejne wzniesienia były jeszcze trudniejsze. Na szczęście za każdym wzniesieniem był zbieg, na którym można było złapać oddech i zabrać siły na następną wspinaczkę. Na całej trasie były w sumie 4 ciężkie podbiegi. Według mojego zegarka łączna wartość przewyższeń wyniosła ok. 300 m.

Ostrożnie.

W związku z tym, że był to bieg leśny trzeba było mocno uważać na to gdzie stawia się nogi. Często zdarzało się tak, że biegnąc za kimś nie widziałem co jest przed nami. Trzeba było mocno uważać. Po zakończeniu biegu słyszałem o dziewczynie ze skręconą nogą. Na zdjęciach widziałem mężczyznę z usztywnionym barkiem. Sam pomagałem wstać dziewczynie, która poślizgnęła się na zakręcie. Jej na szczęście nic się nie stało i kontynuowała bieg. Ale … to nie jest asfalt. Uważać trzeba. Przeważnie na zbiegach, kiedy osiągane prędkości były dosyć spore. Były momenty kiedy trzeba było zbiegać “wężykiem” aby trochę wyhamować.

Meta!

Biegacze, którzy wybrali krótszy dystans, mieli do przebiegnięcia jedną pętlę. Ci, którzy zdecydowali się na dłuższy bieg – 2. Przybyli licznie na trasę kibice oraz biegacze, którzy swój start już ukończyli głośno kibicowali tym, którzy swój bieg jeszcze kontynuowali. To naprawdę pomagało. Przeważnie gdy miało się przed sobą jeszcze 5 km ciężkiego biegu. Niektórzy mimo zmęczenia na finiszu osiągali naprawdę zaskakujące prędkości. Niosła publiczność i adrenalina.

Ostatecznie udało mi się ukończyć bieg z czasem 1:08:29 (niestety z kilkoma przejściami do marszu) z 11 km na liczniku. Teraz wiem na co być przygotowanym. Widzę, że muszę jeszcze sporo popracować nad siłą biegową, w plan treningowy wpleść więcej podbiegów i ogólnie częściej wybierać leśne ścieżki zamiast asfaltu.

 

Gratuluję wszystkim ukończonych biegów i osiągniętych rezultatów, a organizatorom świetnej imprezy bez żadnych “zgrzytów”. Następny bieg 16 maja. Zapisy do II edycji biegu już ruszyły. Zresztą i tak zapisałem się już na cały cykl (5 biegów). Do zobaczenia na ścieżkach!

Na zakończenie … do tej pory zawsze podczas gdyńskich biegów (Grand Prix Gdyni w biegach ulicznych) wyzwaniem był podbieg na ul. Świętojańskiej. Ci, którzy brali udział w tym biegu wiedzą, że to niby delikatne, ale za to bardzo długie wzniesienie potrafi dać w kość. Ale po sobotnim biegu wiem, że ul. Świętojańska”małe piwo”. Teraz już inaczej będę patrzył na ten podbieg.

Jeszcze kilka zdjęć z biegu:

 

Linki:

About The Author

W połowie roku 2013 znajomy namówił mnie na bieganie. Na początku były starty w sobotnich biegach Parkrun. W lutym 2014 roku miałem swój debiut w oficjalnym starcie na 10 km (Bieg urodzinowy, Gdynia). I tak zaczęło się moje uzależnienie od biegania, w którym siedzę do dzisiaj.

Close